Prowadzenie zajęć – wrażenia praktykantki kooperatywy edukacyjnej Ponad Horyzont

0
335
Kolejny tydzień, kolejny opis naszych aktywności. Tym razem ponownie (jeśli jeszcze nie czytaliście zapisu z obserwacji pracy w naszej szkole ZAPRASZAM TUTAJ!) większość zajęć opisanych jest przez naszą praktykantkę – Patrycję Gorzędowską (z wyjątkiem środy oraz piątku po południu). Zapraszam do zapoznania się z wrażeniami z prowadzenia zajęć w naszej placówce :).

Poniedziałek – Patrycja

 

Moim celem dnia było głównie nawiązanie pozytywnej współpracy z uczniami, przyzwyczajenie ich do zmiany nauczyciela, wypracowanie wspólnych metod i zasad oraz wzbudzenie w dzieciach zaufania.

 

Nowy tydzień rozpoczyna się zajęciami w bibliotece. Tradycyjnie Joasia z entuzjazmem wita każdego ucznia. Dołącza do nas dziewczynka, która w poprzednim tygodniu chorowała – koledzy pytają ją o jej samopoczucie. Asia poświęca uczennicy nieco więcej czasu niż jej kolegom, aby nie czuła się onieśmielona swoją stosunkowo długą nieobecnością. Nawet jednodniowa absencja może wzbudzić  w dzieciach spore obawy i skutkować wycofaniem, jednak dziewczynka nie ma problemu w interakcjach ani z poczuciem pewności.

Pierwszy etap spotkania przeznaczony jest na oddawanie przeczytanych książek i wypożyczanie nowych pozycji. Uczniowie opowiadają sobie o wrażeniach z lektur i polecają sobie konkretne, przeczytane przez nich książki. Zainteresowanie czytaniem i wzajemne motywowanie się uczniów jest ogromnym sukcesem zajęć w bibliotece.

Dzieci rozkładają dywany, o które samodzielnie proszą Panią Bibliotekarkę. Następne 15 minut przeznaczonych jest na indywidualne czytanie. Większość dzieci jest w stanie skupić się na samodzielnej lekturze. Pozostałych uczniów wspieramy z Asią swoją obecnością i motywacją. To właśnie motywacja i poczucie sukcesu wydają się być największymi motorami napędowymi procesu czytania uczniów. Wyraźnie zauważam to w pracy z chłopcem, który podczas ostatnich zajęć zrezygnował już po kilku minutach i odmówił dalszej pracy. Tym razem był w stanie skupić swoją uwagę na cały przeznaczony na lekturę czas i ekscytował się swoim postępem . Po każdym przeczytanym wyrazie, składał złożone już przez niego słowa, a kiedy zdanie kończyło się – parafrazował je z zauważalną dumą. Następnie tradycyjnie każdy uczeń streszczał w kilku zdaniach treść przeczytanego tekstu. Żadne z dzieci nie miało z tym zadaniem problemu.

Po drugim śniadaniu uczniowie wysłuchali krótkiej opowieści z książki polecanej przez Panią Bibliotekarkę. Tak jak w zeszłym tygodniu, dzieci odpowiadały na pytania do tekstu bez większych problemów. Książka swoją treścią nawiązywała do jesieni, więc nauczycielka rozpoczęła dyskusję w tym temacie. Dzieci wykazały się dużą wiedzą na temat zmian w przyrodzie, opowiadały na temat równonocy i wędrówce Słońca w ciągu roku.

W zeszłym tygodniu pojawiły się problemy w grupie dzieci. Zdarzało się, że odrzucały one jednego z kolegów, który spowalniał poobiadowe czynności sprzątające, co skracało czas przeznaczony na inne działania. Z tego powodu nauczycielka postanawia zaangażować go w zadanie, z którym świetnie sobie radzi, a mianowicie z wyznaczaniem trasy z biblioteki do szkoły. Chłopiec poważnie podszedł do swojej roli – starał się unikać przejść ulicą i pilnował, aby grupa szła zwartą kolumną.

Zajęcia w bibliotece prowadziła Joasia, ponieważ nie chciałam zaczynać swojego bloku zajęć bez ustalenia własnego kodeksu zachowań. Czas w czytelni jest natomiast szczegółowo rozplanowany na konkretne, zwyczajowe zadania. Po przyjściu do szkoły wytłumaczyłam dzieciom, że poprowadzę w tym tygodniu zajęcia, co przyjęły ze sporą ekscytacją. Proszę je o to, żeby pomagały mi podczas zajęć rytualnych, dzięki czemu zmniejszam szanse na pominięcie któregoś znaczącego elementu i daję uczniom poczucie partnerstwa.

Poranny krąg wzbogacam dwoma nowymi dla grupy elementami. Pierwszy z nich to niewielka świeczka unosząca się na powierzchni dzbanka z wodą, która nadaje zebraniu specjalnej atmosfery i nawiązuje to praktykowanej w klasie tzw. Iskierki – jest jej przedłużeniem. Symboliczny gest daje poczucie jedności zgromadzenia. Całość poprzedza dyskusja na temat bezpieczeństwa i zasad użytkowania świeczek. Jedynym fizycznym sposobem reagowania na świecę jest używanie znaku, którym niegdyś Indianie odganiali płomienie i dym. Kolejny nowy punkt kręgu to dzielenie
się ważnymi dla dzieci kwestiami z grupą. Każdy ma kilka minut na opowiedzenie uczestnikom kręgu jak się czuje, co go spotkało dnia poprzedniego lub w drodze do szkoły, czy coś go zdziwiło lub zainteresowało itp.  Dzięki temu elementowi kręgu można lepiej poznać uczniów, ich stan i ich zainteresowania, a poza tym dzieci czują, że ich sprawy są ważne, ćwiczą umiejętności tworzenia dłuższych wypowiedzi i słuchania się wzajemnie oraz wyczerpują tematy, które mogłyby zostać podniesione podczas zajęć wymagających ciszy lub skupienia. Na początku staram się nie kierować konkretnych pytań, a jedynie dać przestrzeń do wypowiadania się. Nie wszyscy jednak potrafią poradzić sobie z tak otwartym zadaniem – formułuję wtedy pytania pomocnicze. Dzieci słuchają się uważnie, a po skończonych wypowiedziach często zadają wypowiadającemu się pytania, lub próbują pokazać podobieństwa między sobą.

Następnie przechodzimy do wspólnego ustalania regulaminu grupy. Na dziewięć ustalonych zasad, zaproponowałam jedynie 3 – każda z nich powiązana była z problemami, które zauważyłam w grupie w poprzednim tygodniu. Pozostałe 6 reguł utworzonych zostało na prośbę uczniów. Osoba zgłaszająca pomysł na zasadę argumentuje jej dobór, po czym rozważamy propozycję w kręgu i każda osoba może się z nią nie zgodzić. Dzięki temu zasady są jasne dla wszystkich, łatwiej jest się do nich odnieść i dzieci czują ich sens. Ważnym jest też, aby nie dać uczniom poczucia, że ich pomysły są umniejszane – nawet jeśli propozycje brzmią podobnie lub wydają się oczywiste, czy zbyt skomplikowane. Na końcu każdy podpisuje regulamin i zawieszam go na tablicy. Tłumaczę, że każdy może w razie problemów odnosić się do tego, co wspólnie napisaliśmy.

Po przerwie jest czas opowieść o weekendzie maskotki klasy– Chmurki. Chmurka jest co piątek zabierana do domu przez jedną osobę z grupy. Miałam zaszczyt jako pierwsza gościć maskotkę u siebie. Przygotowałam prezentację ze zdjęciami  z życia Chmurki. Wykorzystałam ten moment, aby podjąć kilka delikatnych lub problematycznych dla grupy tematów. W ostatni piątek maskotka została nieco rozpruta, więc wymagała naprawy. Opowiedziałam więc historię na temat doświadczeń Chmurki z operacji zszywania łapki. Jeden z uczniów ma obawy przed chorobami i pobytami u lekarzy, więc postarałam się o pozytywny odbiór przygody klasowej maskotki (m.in. dobre przygotowanie do operacji, dbanie o samopoczucie Chmurki, czy plakietka ‘dobry pacjent’). Ponadto zaznaczyłam, że ważne jest dbanie o maskotkę, aby nie musiała spędzać weekendów w łóżku. Pomiędzy historiami Chmurki powiązanymi ze zdrowym stylem życia, wspomniałam również o jej pomocy podczas sprzątania po posiłkach i o tym, jak postarała się, żeby był to dla wszystkich miły czas, a nie jedynie smutny obowiązek.

Następnie uczniowie zjedli obiad oraz przeszli do poobiednich obowiązków. Tego dnia nie było żadnych problemów z zachowaniem – uczniowie wzajemnie się pilnowali i odnosili do zasad, które wcześniej ustaliliśmy („Zobacz co jest napisane w punkcie szóstym – nie możemy bawić się jedzeniem” itp.).

Po obiedzie powtórzyliśmy sobie informacje o jesieni, które ustaliliśmy wcześniej w bibliotece. Po krótkim przypomnieniu uczniowie dostają garść puzzli – ich zadaniem jest stworzenie jesiennego drzewa. Różnorodność pomysłów można było zauważyć już na poziomie obrazowania pni – jedni uczniowie tworzyli je za pomocą rysunku, drudzy odrysowali własną dłoń jako imitację gałęzi, a inni użyli do wykonania tego zadania rolki od papieru toaletowego i klej. Liście powstawały głównie z odbijania puzzli pomalowanych farbami lub z bezpośredniego przyklejania puzzli na kartkę. Miło obserwowało się skupienie uczniów – niektórzy chcieli wykonać dwie prace, jednak czas nam na to nie pozwolił. Zarezerwowaliśmy kilkanaście minut na zabawę na świeżym powietrzu, aby rodzic prowadzący następne zajęcia nie musiał stawiać czoła popołudniowej, kumulacji energii.

Mama jednej z uczennic poprowadziła zajęcia oparte na pamięci i słuchu – tzw. Memory na podstawie dźwięków. Elementami wydającymi dźwięki były nieprzezroczyste słoiki wypełnione koralikami, wykonane przez uczniów. Zadanie to aktywizowało jednocześnie wiele obszarów rozwoju.

Pod koniec dnia czuję, że wzbudziłam zaufanie dzieci i że postawiłam dobre granice dla naszej współpracy.

Wtorek – Patrycja

 

Jako że wtorek jest dniem, w którym dzieci już przywykły do powrotu do szkoły po weekendzie, ale ciągle maja sporo siły, jako cel dnia postawiłam sobie atrakcyjne wprowadzenie do tematu map, bogatego w nowe informacje oraz zrealizowanie zajęć opartych na pisaniu.

Podczas zajęć w kręgu jeden z uczniów spędza zbyt dużo czasu na opowiadanie o swoich przygodach, więc ustalamy, że następnego dnia będzie odpowiadał jako ostatni, aby każde dziecko miało podobne szanse na wypowiadanie się. Był to jednak jedyny problem podczas porannego spotkania. Najważniejszym dla mnie momentem była sytuacja, w której dwójka uczniów mająca problemy ze współpracą między sobą, wymieniała się pozytywnymi opiniami na temat swoich opowieści, a nawet obdarzyli się wzajemnym podziwem(!). Dzieci doskonale radziły sobie z zasadami, które ustaliliśmy dnia poprzedniego i wydawały się cieszyć każdym szczegółem.

Poranny krąg zakończyliśmy  drugim śniadaniem i ciepłą herbatą. Każdy z uczniów sam stara się nalać dla siebie odpowiednią ilość napoju i nakłada niewielką ilość miodu.

Po śniadaniu nadszedł czas na teoretyczne zajęcia tematyczne. Na początek czytamy z Asią opowiadanie o mapie z podziałem na role. Mimo występowania w wierszu  wielu bohaterów i tylko dwóch osób czytających, dzieci nie miały problemu ze rozumieniem tekstu. Bezbłędnie odpowiedziały na wszystkie pytania. Ważne było również podkreślenie puenty wiersza, która mówiła o szkodliwości kłamstwa i o konsekwencjach w postaci utraty zaufania. Dobór opowiadania nie był przypadkowy –  w poprzednim tygodniu kilka razy konieczne były interwencje w zakresie tego problemu.

Następnie zaprezentowałam różne rodzaje map oraz omówiłam legendę i jej elementy, odnosząc się stale do łączenia nowej wiedzy z wiedzą podświadomą posiadaną przez uczniów. Kiedy wyczerpaliśmy temat pod kątem teorii, przeszliśmy do zajęć z mapą Polski. Najpierw ułożyliśmy  elementy pociętej mapy z zaznaczonymi granicami Polski, skleiliśmy ją, a następnie zaznaczyliśmy stolicę i rzekę Wisłę. Ponadto każdy uczeń wylosował nazwę jednego z krajów sąsiadujących z Polską i jedną z wybranych części Polski. Nazwy należało przykleić w odpowiednim miejscu na mapie. Jako wzór do wykonania tego zadania uczniowie mogli wykorzystać ścienną mapę Europy zawieszoną w sali oraz mapy geograficzną Polski.  Na koniec  dzieci losowały jedną z przygotowanych wcześniej nazw krajów świata. Ich zadaniem było odnalezienie go na mapie świata i zapamiętanie koloru, jakim był on na niej zaznaczony, a następnie odnalezienie kolegi, którego kraj zaznaczony był tym samym kolorem. Tym sposobem wyłoniły się nam pary uczniów. Zastosowałam tę metodę łączenia w pary ze względu na nieparzystą liczbę osób w klasie – dobieranie się w dwójki na zasadzie preferencji mogłoby być krzywdzące dla osoby, która nie zostaje przez nikogo wybrana. Osoba, która (losowo) została bez pary pracowała z Asią.

Kolejna część zajęć była zadaniem terenowym.  Każda para losowała jedną z map folwarku, na której zaznaczone było pewne miejsce. Po dotarciu do własnego celu, każda para zastała na nim proste przedmioty (butelki z wodą, piłki tenisowe lub hula hop). Ich zadaniem było stworzenie dla reszty grupy zadania, z wykorzystaniem znalezionych rzeczy oraz innych elementów leżących w pobliżu. Następnie jedna osoba z grupy obsługiwała stanowisko – tj. tłumaczyła zasady wykonania zadania innym uczniom, a druga osoba wykonywała zadania pozostałych par. Kiedy uczniowie wykonali ćwiczenia pozostałych grup, zamieniali się obowiązkami. W ten sposób każde dziecko miało możliwość poćwiczyć zwięzłe i dokładne wydawanie poleceń, pracę w parach i kreatywność , mogło spróbować wykonać zadania kolegów oraz wcielić się w rolę lidera. Uczniom ta część dnia szczególnie przypadła do gustu – proponowali oni podobne aktywności w następnych dniach naszej współpracy.

Tego dnia obiad trwał dłużej niż zawsze. Z kolei dzieci postarały się nadrobić stracony czas podczas prac porządkowych. Większość problemów uczniowie rozwiązywali między sobą przy pomocy regulaminu klasy – interweniowałam jedynie, kiedy problem się pogłębiał. Ostatnią aktywnością tego dnia było indywidualne uzupełnianie przez dzieci mapy Polski nazwami własnymi z tabelki. Nazwy te pokrywały się z nazwami zaznaczonymi uprzednio na dużej mapie, która na czas ćwiczenia została przyczepiona do tablicy. Część uczniów wykonało zadanie szybko, jednak żaden z nich nie robił tego niedokładnie. Po kilku minutach jeden z uczniów znudził się, więc musiałam go nieustannie motywować. Z kolei drugi chłopiec zestresowany problemem wypadającego zęba, zamknął się w sobie na jakiś czas i wyraźnie potrzebował spokojnej atmosfery. Osoby, które skończyły zadanie szybciej, mogły wylosować niewielki obrazek związany z typowym krajobrazem Polski, przykleić go na kartkę i dorysować jego dalszą część. Po skończeniu pracy, prowadzimy indywidualne rozmowy na temat ich wykonywania – jaki był plan działania, czy może praca była spontaniczna, czy uczniowie są z niej zadowoleni, co zrobiliby inaczej przy następnej próbie. Takie refleksje pomagają uczniom w polepszaniu swoich wyników, rozumienia swoich motywów i uczą wyrabiania własnych opinii.

Środa –  relacja Asi („improwizowane” zajęcia w wyniku choroby Patrycji)

Słowem wstępu – od kilku dni wspólnie z rodzicami szukaliśmy rozwiązania dla awaryjnego problemu z ogrzaniem placówki. Ze względu na oczekiwanie na naprawy i odpowietrzanie kaloryferów, posiłkowaliśmy się różnymi sposobami na zaspokojenie potrzeb uczniów. Od wprowadzenia przerw na gorącą herbatę, czytanie pod kocem, rozgrzewki śródlekcyjne, nagrzewanie przy pomocy termofora po masę rozwiązań, które mogliśmy wykorzystać jako element procesu uczenia się. Dzień rozpoczęliśmy od zastanowienia się w jaki sposób możemy wykorzystać piankowe puzzle jako „dywan” w sali dydaktycznej. Gdzie powinny być rozłożone aby najlepiej nam służyły, w jaki kształt je ułożyć, żeby każdy mógł z nich korzystać, jakie figury geometryczne moglibyśmy z nich stworzyć… Każde moje pytanie spotykało się z realnym zainteresowaniem uczniów i próbą znalezienia najlepszej (nie jedynej!) odpowiedzi. Przy okazji dzieci utrwalały znajomość nazw kolorów w języku angielskim.  Gdy już skończyliśmy tę część zadania, dzieci zaczęły spontanicznie skakać po matach aby je ze sobą połączyć, zrobiliśmy zatem kilka ćwiczeń (turlanie, dociskanie drobnych elementów paluszkami i całymi dłońmi, przyklepywanie dłonią, przedramieniem, ręką – ćwiczyliśmy w ten sposób stawy i przygotowywaliśmy motorykę małą i wielką do innych wyzwań szkolnych:)).

Tego dnia uczyliśmy się współpracy zespołowej w dwóch różnych wymiarach i składach drużyn. Na początku podczas zabawy swobodnej na okolicznym placu zabaw kolejny raz mogłam zaobserwować, którzy uczniowie chętniej tworzą, a którzy wolą zabawy funkcjonalne. Samodzielnie wybrali z kim chcą kontynuować pracę i realizowali zadania związane z poprzednio wybranymi aktywnościami. Po powrocie do placówki oraz wypiciu rozgrzewających naparów stworzyłam dwa zespoły, z których jeden przenosił koraliki z jednego talerza do drugiego przy pomocy pałeczek, zaś drugi przy pomocy drewnianych spinaczy. Po kilku minutach zespoły zamieniły się narzędziami. Na początek wytłumaczyłam i pokazałam w jaki sposób używać pałeczek i spinaczy, jednak nie skupiałam się na tym, czy używają ich poprawnie, a na interakcjach w zespołach i ich komunikacji podczas takich zadań. Umyślnie wybrałam trudną (ale możliwą do opanowania) dla dzieci metodę przenoszenia (jedzenie pałeczkami nieraz i dorosłym sprawia trudność :)) koralików, chcąc zobaczyć w jaki sposób okazują frustrację i zniechęcenie w pracy w zespole ale również, sprawdzić, czy i w jaki sposób, tego typu układ będzie miał wpływ na „poddawanie się” lub zupełną rezygnację z wykonania zadania. Wnioski były bezcenne – jeden z zespołów, widząc „znużenie” drugiego zaczął im dopingować i dodawać otuchy, zachęcać do kolejnych prób. Wewnątrz zespołów dzieci chętnie działały wspólnie, przerywały swoją pracę, aby pokazać komuś swój sposób na szybsze przenoszenie korali, łatwiejszy dostęp „do tych dużych”, sprawniejszą weryfikację kolorów (jeden zespół przenosił niebieskie, drugi różowe, jednak korale które zgromadziłam miały masę odcieni i udziwnień).

Następnie dla uspokojenia myśli po elemencie rywalizacji zrobiliśmy zajęcia z wykorzystaniem elementów jogi i mindfulness, był to też pomysł na wprowadzenie dzieci do tematu kolejnych zajęć. Poprosiłam bowiem uczniów, aby wyobrazili sobie, jak według nich smakuje, pachnie i wygląda szczęście. Zachęciłam, aby wyobrazili sobie jego kształt, jakie może być w dotyku i gdzie je odczuwamy kiedy się pojawia. Następnie przeczytałam książkę „Selma”, najpierw zdania czytałam w oryginale – w języku hiszpańskim, pytając dzieci o ich domysły związane z ilustracjami, następnie tłumacząc tekst. W ten sposób niektórzy z nich po lekturze stwierdzili, że świetnie rozumieją hiszpański i wcale nie potrzebowali tłumaczenia – dodam tylko, że całość liczy około 8 zdań, które kilkukrotnie się powtarzają J. Pozycja opowiadała o prostocie poczucia szczęścia i codziennych małych radościach, które odczuwała owca. Zapytana o to, co zrobiłaby, gdyby miała więcej czasu lub gdyby wygrała na loterii – odpowiadała, że jej szczęście, to właśnie te codzienne rytuały, o których opowiadała wcześniej.

 

Po lekturze poprowadziliśmy rozmowy w kręgu o naszych odczuciach i opiniach powstałych po wysłuchaniu tekstu. Byłam naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona, kiedy jedno z dzieci powiedziało, „że szczęście to coś co mamy w sobie, a nie rzeczy, które dostajemy lub mamy”, wszyscy chętnie zgodzili się z takim wnioskiem.

 

Na koniec dnia, stworzyliśmy „mapę” – przedstawiliśmy na rysunkach gdzie odczuwamy szczęście, oraz portret szczęścia – poprosiłam o narysowanie tego, o czym myśleli podczas sesji mindfulness. Podkreśliłam, że zależy mi aby nie zapomnieli dodać kolorów i innych szczegółów, które pozwolą innym zrozumieć, czym dla innych jest szczęście. Opowiedzieliśmy sobie o swoich pracach, a dzieci chętnie udzieliły sobie oceny koleżeńskiej (która wynikała z ich potrzeb i nie została zainicjowana przeze mnie).

 

Czwartek – Patrycja

Celem dnia była odpowiedź na zainteresowania uczniów i wzbudzenie w nich poczucia, że mają wpływ na prowadzone zajęcia.

 

Poranek zaczęliśmy od porannego kręgu. Na początku poinformowałam uczniów, że wybierzemy się na krótką wycieczkę i z tego powodu proszę o dobrą współpracę – żeby wystarczyło nam czasu na każdą aktywność. Odpowiedź grupy jest natychmiastowa – pokazują, że potrafią się bardzo dobrze zorganizować i pilnować czasu. Każdy z rytuałów przebiega bez problemów. Wypowiedzi osobiste są bardziej przemyślane i streszczone niż w dniach poprzednich. Nawet chłopiec, który w poniedziałek nie potrafił wybrać kilku najważniejszych wydarzeń ze swojego życia, postanowił ograniczyć się do jednej ważnej dla niego kwestii.

Drugie śniadanie przemija w ‘napiętym spokoju’. Można odczuć, że dzieci nie chcą marnować czasu i starają się przyspieszyć nasze wyjście. Pojawił się tylko jeden problem – jedna z dziewczynek dążyła do tego, aby uczeń, za którym nie przepada został „ukarany” i w tym celu zmyślała różne sytuacje problemowe z nim związane. Joasia jednak rozmawia z uczennicą i sytuacja się poprawia. Podczas zbiórki przed szkołą opowiadam dzieciom jak będzie wyglądał dzień (co kryje się pod hasłami planu dnia zawieszonymi na tablicy), a druga nauczycielka kupuje bilety na wyjazd. Tłumaczę, że dzień wcześniej obchodzony był dzień budowlańca i że żeby go świętować będziemy się zajmowali budową domków dla ślimaków. Tutaj informacja dla osób, które nie czytały newslettera z poprzedniego tygodnia: dzieci same podjęły w czasie wolnej zabawy podobną inicjatywę i bardzo się w nią zaangażowały. Temat zajęć jest zatem w 100% inspirowany ich upodobaniami i potrzebami.

Klasa poproszona, błyskawicznie dzieli się na dwie grupy. Ich dobór nieco mnie dziwi, ponieważ osoby znajdujące się w jednej z nich wydawały się nie mieć zbyt wiele wspólnych zainteresowań. Jest to jednak dobry znak – uczniowie nie boją się pracować z nowymi osobami. Ustalamy zasady korzystania z autobusów. Informuję jaką linią będziemy się poruszać i na którym przystanku wysiadamy. Dzięki temu dzieci włączają się w świadome podróżowanie komunikacją miejską, czytają nazwy przystanków i pilnują kiedy wysiąść. Tłumaczę, że naszym celem jest kupno materiałów potrzebnych do budowy domków i zmieszczenie się w budżecie 25zł na każdą z grup. Przed wejściem do sklepu ponownie tworzymy zasady – tym razem poruszania się po sklepie – i jedna z grup rusza na zakupy z Asią, a druga ze mną. Na początku moja grupa dużo dyskutowała na temat tego, jak powinien wyglądać ich projekt oraz jakich części potrzebują. Następnie sprawdzali ceny materiałów i odejmowali je od kwoty 25zł, próbując zmieścić się w budżecie. Każdy wybór podlegał głosowaniu. Niektóre obrady były dość czasochłonne, ale obywały się one bez kłótni. Podczas stania w kolejce jeden z uczniów zaproponował, żeby się uśmiechać do Pani Sprzedawczyni, aby umilić jej pracę. W drodze powrotnej przez kilka minut grupy nie potrafiły się skupić na wspólnym przemarszu na przystanek i musimy razem z Asią interweniować. Szczęśliwie już po 15 minutach od wyjścia z centrum budowniczego byliśmy z powrotem na terenie szkoły.

 

Następne kilkanaście minut spędzamy na wolnej zabawie na wolnym powietrzu, w celu wyciszenia emocji i energii, żeby móc łatwiej integrować nowe informacje. Uczniowie szukają w ogrodzie ślimaków. Ponownie dostaję moc wsparcia, kiedy proszę o przygotowanie miejsca na obiad, podczas samego obiadu i sprzątania po jedzeniu. Dzieci śpiewają poznane wcześniej z Joasią piosenki i pomagają sobie wzajemnie.

Zaraz po obiedzie i czynnościach porządkowych prowadzę zajęcia teoretyczne na temat ślimaków. Tego jakie gatunki występują w Polsce, jak są zbudowane, jak żyją, czym się żywią, ciekawostki z ich życia i wiele innych. Wyświetlam też filmik o tym, jak wykluwają się młode ślimaki. Widzę dużo uśmiechów na twarzach i motywację do stworzenia odpowiednich warunków dla małych przyjaciół.

Pierwsza grupa zdecydowała się na sklejenie zakupionych desek i zbudowanie czegoś szybkiego, druga z grup postawiła na szczegółowe łączenia materiałów i oryginalność. Pierwsza grupa pracowała zdecydowanie wspólnie – każdy miał swoje zadanie i na nim skupiał swoją uwagę. Wystąpił jednak problem w postaci słabo działającego kleju. Druga grupa miała wyraźnego lidera, który na początku niekoniecznie chciał się dzielić swoimi pomysłami. Po rozmowie ze mną chłopak przewodniczący grupie, zgodził się na włączanie innych osób do wykonywania projektu, jednak pod jego czujnym okiem. Oba projekty wymagają dłuższego czasu pracy, więc zgadzamy się, że domki dokończymy następnego dnia.

Piątek – Patrycja

Cel: dokończenie projektów domków oraz przyzwyczajanie uczniów do języka angielskiego w codziennej pracy.

Tego dnia Joasia wypróbowuje nowy plan działania. Jest to spowodowane lekcjami jazdy konnej, na które dzieci udają się parami. W związku z tym przez pierwsze 2h zajęć nieobecne są zawsze dwie osoby. Stoi to na przeszkodzie w rozpoczynaniu zajęć dydaktycznych oraz tradycjom kręgu. Dodatkowo jest to dzień immersion, podczas którego nauczyciele kontaktują się z dziećmi jedynie w języku angielskim (poza sytuacjami problemowymi ,wymagającymi  rozwiązania w języku polskim). Jako że uczniowie zgodnie spędzali czas na zabawie w pełnienie ról, Joasia pozwoliła na ten tryb zajęć. Taki wolny, nieustrukturyzowany czas jest to dla mnie świetną okazją, żeby obserwować interakcje w grupie, dojrzałość działań podczas zabawy i preferencje dzieci. Skupiam się na sprawiającej w ostatnim czasie najwięcej problemów trójce dzieci i wydaje się, że pracują lepiej przy mniejszej liczbie kolegów.

Po pewnym czasie udaję się na obserwację zajęć konnych. Jako, że w grupie jest nieparzysta liczba dzieci, jedna z uczennic musiałby pójść na zajęcia sama. Stąd moja rola osoby towarzyszącej. Na początku instruktorka wita dziecko i pozwala jej wybrać konia, na którym będzie tego dnia jeździła. Wybór pada na mniejszego konia, na którym dziewczynka czuje się bezpiecznie. Ze specjalnej rampy samodzielnie wsiada na grzbiet i wraz z koniem prowadzona jest na przestrzeń do spacerów. Dziewczynka robi kilka okrążeń wokół podwórka, odmawia wejścia na koniu na górkę, a w zamian tworzy wraz z instruktorką bukiet z mijanych po drodze kwiatów. Trenerka zapoznaje dziewczynkę z pozostałymi końmi mieszkającymi na terenie folwarku – ich imionami, usposobieniami oraz rasami. Po pewnym czasie instruktorka proponuje kilka okrążeń na koniu siedząc tyłem, na co uczennica reaguje bardzo pozytywnie. Zajęcia kończą się samodzielnym ściąganiem uprzęży przez uczennicę i powrotem do budynku szkoły.

Piątek – relacja Asi

Po zajęciach z jazdy konnej wracamy do copiątkowego rytuału – przeprowadzamy poranny, grupowy konglom, gramy w gry dydaktyczne wprowadzając instrukcje i zasady w języku angielskim, poszerzamy zakres słownictwa przy okazji naturalnych dla uczniów czynności (np.: podczas sprzątania zabawek, proszę, aby uczniowie odnieśli najpierw wszystkie przedmioty, które mają kształt kwadratu/są niebieskie, są miękkie itd.)

W ciągu dnia, mieliśmy również zadanie specjalne – przygotowanie niespodzianki dla Patrycji, w podziękowaniu za jej czas i zaangażowanie. Ich zadaniem było podpisać się w książce oraz stworzenie rysunku, który wskazałby Patrycji, które zajęcia podobały się każdemu uczniowi najbardziej. Powstały symboliczne szkice ślimaków, autobusu, map oraz serca (które oznaczało „miłość do wszystkiego co wspólnie robili” :)). Rodzice uczniów także włączyli się do akcji i zostawili komentarze z wyrazami wdzięczności. W międzyczasie zrobiliśmy sobie również wspólne zdjęcia, które wydrukowałam na kliszach instax i wkleiłam w książce – chciałam, aby wszystkie pamiątki były w jednym miejscu, wiem bowiem, na czym polegają wybory podróżników i jak często musimy zostawiać fantastyczne pamiątki, bo nie mieszczą się w plecaku.  Podczas pożegnania dzieci były bardzo podekscytowane możliwością wręczenia prezentu.

 

Tego dnia struktura, ze względu na silne emocje i niecodzienny tryb pracy, zupełnie nam się rozleciała. Trudno było zachęcić dzieci do współpracy i realizacji zadań w czasie, który zwykle na nie poświęcamy. W związku z tym (oraz z ogólnym zmęczeniem) przeprowadziłam z grupą rozmowę na temat zasad i konsekwencji wynikających z niedotrzymywania umów. Zrobiło się poważnie i choć nie lubię prowadzić tego typu rozmów w piątki po południu, musiałam zaznaczyć swoje stanowisko i opowiedzieć uczniom jak się czułam w niektórych sytuacjach.

Po wyjeździe naszej praktykantki wróciliśmy do naszej piątkowej rutyny – wspólnego czytania, rozmowy w kręgu na temat lektury . Następnie wyszliśmy dokończyć domki dla ślimaków i znaleźć dla nich najlepsze miejsca w naszym ogrodzie. Po zakończeniu zajęć dydaktycznych, dzieci spędziły jeszcze godzinę na placu zabaw pod opieką jednej z mam – muszę przyznać, że absolutnie uwielbiam fakt, że rodzice są w naszej inicjatywie tak zaangażowani i tak chętnie podjęli się opieki i prowadzenia zajęć dla całej 7. Nieraz przecież po 5 latach studiów i setkach godzin praktyk, nam nauczycielom, zdarza się mieć ogromne obawy i wątpliwości, czy damy sobie radę, a tu, niezwykle świadomi rodzice, realnie budują wspólnotę i zazębiają przestrzeń szkolną i wychowawczą, towarzysząc dzieciom w procesie uczenia się. Lepiej nie mogłabym sobie tego wyobrazić.