Bojkot czerwonego paska

4
2406

Od kilkunastu lat, również z perspektywy ucznia, obserwuję pewną tendencję do zaniżania poziomu własnej wartości dzieci i młodzieży w naszym kraju. Przyczyny są różne, jak sądzę wiele wynika z aspektów kulturowych kształtujących naszą codzienność, jednak to co ostatnio dzieje się w internecie i świecie realnym, przeszło już wszelkie granice logiki.

Jak byś się poczuł, gdybyś rozpoczynając pracę usłyszał/a od szefa jakie są warunki Twojej umowy, jakie masz obowiązki, prawa i co musisz wiedzieć. Po roku ciężkiej, naprawdę ciężkiej roboty, czujesz, że przyszedł czas, kiedy usłyszysz kilka słów pochwały, ktoś się do Ciebie uśmiechnie, może nawet najbliżsi w ramach świętowania i okazania Ci jak dumni są z Twoich osiągnięć, zabiorą Cię na kolację lub deser w kawiarni. Ku Twojemu zdziwieniu, wszyscy nagle, jak jeden mąż, zdecydowali, że wyniki nie są ważne. Nie możesz się obnosić ze swoim sukcesem, zdjęcie dumnego partnera czy rodzica kole w oczy innych – bo reprezentują złą postawę i wzmacniają negatywnie. I tak z dumnego, usatysfakcjonowanego człowieka, nagle stajesz się osobą, która straciła na moment grunt pod nogami – jak to możliwe, że całe życie mówili, że coś jest najważniejsze w moim świecie, a w ciągu 10 miesięcy, WSZYSCY, zmienili zdanie??? To właśnie zrobiliśmy w ciągu kilku tygodni dzieciom i młodzieży, które właśnie zakończyły kolejny ważny rok w ich życiu. Intencje były ponoć dobre. Ja tego tak nie widzę.

Reforma za reformą – wszystko na już

Każdy potrafi powiedzieć, czemu najnowsza reforma była „strzałem w kolano” i z jakich względów w najbliższych latach cały kraj będzie sobie radzić z jej konsekwencjami:

1. Brak odpowiedniego przygotowania,

2. Brak komunikacji pomiędzy zainteresowanymi, a zarządzającymi,

3. Tempo i ograniczony czas na wprowadzenie zmian,

4. Chaos wynikający z powyższych punktów.

Jako obserwatorzy, z perspektywy, zauważyliśmy niedociągnięcia, o których często piszemy i mówimy, krytykujemy wszystkie możliwe aspekty deformy, by później w ten sam sposób, na tych samych zasadach przeprowadzić własne, oddolne metamorfozy systemowe.

Można by pomyśleć, że w Polsce działa tylko to, co zrobi się natychmiast. Nie ma czasu na dokładne wprowadzenie innych w proces zmian, nie ma potrzeby kształtowania nowych postaw czy umiejętności. Zaczynamy od zupełnej anarchii, krytykanctwa (do tego wrócę, bo krew mi się gotuje w żyłach na samą myśl), odrzucania idei – zapominając o przedstawieniu alternatywy, przygotowaniu i wytłumaczeniu faktycznych podstaw do przekształceń. Jak się bowiem okazało, internet rządzi się swoimi prawami, dlatego do wszystkich (babć, dziadków, wujków, ciotek i tak dalej) dotarło, że należy bojkotować oceny i czerwone paski, niestety już dlaczego należy tak robić oraz jak to zrobić poza wrzucaniem bezsensownych, krzywdzących komentarzy na Facebooku czy innych portalach – te informacje znalazły tylko garstkę odbiorców.

Festiwal krytyki publicznej

To, że polski internet (zresztą jak internet w ogóle, ale u nas ten aspekt osiąga apogeum absurdu) to zagłębie hejtu, ignorancji i kłótni wie każdy, jednak z reguły, jak sądziłam, rzadko mieszał ze sobą różne kategorie i uderzał w młodych ludzi i ich poczucie własnej wartości z taką siłą jak w ostatnich tygodniach. Widząc jak publicznie obraża się ludzi, którzy śmieli wstawić zdjęcie własnego dziecka ze świadectwem z czerwonym paskiem było mi przykro i nie mogłam nadziwić się, jak krótkowzroczni są ludzie. Czy ktoś naprawdę, choćby gdzieś głęboko, czy chociaż nawet podświadomie, sądzi, że pisząc komentarze w stylu:

„w głowach się poprzewracało, jakby taki pasek miał jakiekolwiek znaczenie”,

„nie obnoś się tak z tym, że wychowałaś dziecko na tresowaną małpę”,

„mnie by było wstyd gdyby mi dziecko przyniosło takie świadectwo, oznaczało by ono moją porażkę jako rodzica”,

…mogą sprawić, że zarówno dziecko jak i rodzic zrozumieję ideę Szkoły Minimalnej?

Bo ja naprawdę chciałabym wierzyć, że intencją takiego zachowania było przekazanie dzieciom i młodzieży, że:

  • oceny nie świadczą o ich wartości,
  • czerwony pasek nie gwarantuje lepszego życia,
  • nie muszą być wszechwiedzący, ważne by mieli pasje, zainteresowania, rozwijali ciekawość, dbali o nabywanie nowych umiejętności, chcieli się uczyć nowych rzeczy,
  • poczucie własnej wartości i samoocena powinny być regulowane wewnętrznie, nie zewnętrznie poprzez oceny, opinie innych, czy nagrody lub kary,
  • powinni być z siebie dumni niezależnie od tego czy podczas zakończenia roku szkolnego otrzymali jakąkolwiek formę uznania od zarządu szkoły…

I teraz minuta ciszy i autorefleksji – czy właśnie taką wiadomość przekazuję lub przekazują inni?

Całą sobą jestem za brakiem ocen, za tym, by nie kategoryzować, szufladkować uczniów, by dawać im swobodę wyboru, rozumieć ich potrzeby, uczyć się tego co ich ciekawi, a nie zmuszać do osiągania maksymalnych wyników z każdego przedmiotu bo tak „powinno być”. Jednak zmiany powinny być wprowadzane na początku drogi, nie na jej końcu. Nie mówię tu o początku edukacji, wystarczyłby początek roku szkolnego. Tak aby uczniowie wiedzieli na jakich zasadach pracują, mieli czas oswoić się z nowymi warunkami uczenia się, opracowali swoje podejście do takiego systemu.

Kolejna sprawa, że krytyka za wstawianie zdjęć wydaje mi się rozmijać z celem. Skoro w tym wszystkim – w całym ruchu Szkoły Minimalnej, oddolnych zmian i wszelkich udoskonaleń, chodzi nam o lepsze relacje, refleksje i samoświadomość, jakim cudem, wyszło na to, że zabraniamy rodzicom przekazać swoim dzieciom, że są z nich dumni?  Oczywiście można czepiać się formy, bowiem Facebook czy Instagram to niekoniecznie miejsca do tego odpowiednie, ale nie będę już wkraczać na ten grząski do dyskusji teren. Lepiej tak, niż wcale – tego się będę trzymać w niniejszym artykule.

Kultura wstydu

To jeden z powodów, przez które nie lubię wracać do Polski. Od małego mówi nam się „nie chwal się”, czyta nam się wierszyki typu „Samochwała” J. Brzechwy, „nikt Cię nie będzie lubił jak się będziesz obnosić ze swoimi umiejętnościami/zdolnościami/talentami”, „więcej pokory”, „dobre wyniki to normalna sprawa, jakbyś miała złe oceny to bym się zainteresowała”. O tym, że coś robimy chyba nienajlepiej świadczą również pewne elementy naszej codzienności szkolnej:

– Po przeprowadzeniu sprawdzianu rozdajemy prace, uczniowie z dobrymi ocenami dostają w nagrodę uśmiech nauczyciela i… tyle. Uczniowie z gorszymi stopniami mają czas na rozmowę z nauczycielem, najczęściej poświęca się im również jakąś część lekcji na poprawę. A co gdybyśmy już na tym etapie poświęcili 3 minuty na budowanie wspólnoty i wzmacnianie motywacji wewnętrznej i zewnętrznej? Wystarczyłoby ogłosić dobre wyniki jako sukces klasy, pozwolić uczniom wspólnie zatańczyć, czy wydać okrzyki szczęścia, jeśli grupa jest zgrana i mają dobre relacje można zasugerować „przybijanie piątek”, grupowy uścisk, czy jakąkolwiek inną formę świętowania sukcesu. Nie stygmatyzujmy uczniów za ich sukcesy, nie izolujmy z grupy tylko dlatego, że nie potrzebują naszej pomocy w takim stopniu w jakim potrzebują nas inni. Wykorzystajmy ich potencjał. Unikniemy w ten sposób podziałów, czy chociażby wyzwisk typu „kujon”.

– jaką motywację do nauki ma uczeń, który potrzebuje uwagi nauczyciela? Przecież swój cel osiągnie wyłącznie poprzez stwarzanie problemów i niskie wyniki szkolne – w innym wypadku nikt „nie marnuje czasu” na tych, którzy radzą sobie sami.

– „Nie ogłaszamy wyników olimpiady żeby innym uczniom nie było przykro” – kiedyś usłyszałam takie zdanie w jednej ze szkół, w której pracowałam. A ja nie mogę zrozumieć, jakim cudem komuś mogłoby być przykro, że ktoś inny zapracował na swój sukces. Zazdrość – rozumiem, sama bywam zazdrosna, jednak dzięki pewnym technikom nauczyłam się ją identyfikować i wykorzystywać jako dodatkowy napęd do moich działań. Skoro czuję się zazdrosna o czyjeś osiągnięcia, oznacza to, że sama chciałabym takie mieć. Stąd już prosta droga do celu (nie łatwa, precyzyjne wyznaczona;)).

Znasz jakieś inne przykłady kultury wstydu? A może masz sposób jak sobie z nią radzić w swojej klasie? Możesz podzielić się swoimi przemyśleniami w komentarzu:).

Edukacyjna fatamorgana

Boli mnie serce na samą myśl, jak ciężko musiało być dzieciakom, które przez kilka lat naprawdę ciężko pracowały na swoje wyniki. Sądziły, że taka droga zagwarantuje im dobry start na kolejnym etapie edukacyjnym, dumę rodziców i wiedzę oraz umiejętności (niektórzy naprawdę nie rozumieją, że 5 ze wszystkich przedmiotów nie zapewniają nam posiadania wiedzy i umiejętności na całe życie). Bo może faktycznie, nie było nikogo, kto wytłumaczyłby im, że ważniejsze od ocen są postawy i adekwatne, stabilne poczucie własnej wartości. Nikt nie powiedział, że mogą być dumni niezależnie od tego co ktoś im mówi, bo to oni wiedzą ile pracy i zaangażowania wkładają codziennie w proces uczenia się. Jest mi również wstyd, że my dorośli, nie wiemy, jak bardzo to poczucie dumy w oczach rodziców czy reszty rodziny jest młodym ludziom potrzebne. Jak odbieranie tego głupiego zdjęcia w social mediach, czy ciastka w kawiarni po zakończeniu roku szkolnego może wpłynąć na ich życie i samoocenę. Owszem, musimy uświadamiać rodziców i dzieci, że to nie oceny są ważne, jednak wydarzenia z zeszłego tygodnia pokazują, że pokazaliśmy tylko jedną stronę medalu – bojkot czerwonych pasków. Nie zagwarantowaliśmy wystarczających źródeł informacji o tym co jest ważne, co warto świętować, dlaczego rodzice powinni czuć dumę z własnych pociech (nie wszyscy wiedzą…) w wyniku czego niektórzy już zupełnie się pogubili.

Naprawdę, nie powinno się wstawiać zdjęcia świadectwa i uśmiechniętych twarzy… Bo oznacza to, że jest się oprawcą?! Że wpaja się złe wartości, zmusza do czegoś? Ja sądziłam, że okazuje w ten sposób szacunek dla czyjegoś zaangażowania, dumę i chęć pokazania światu, że szczęśliwie rozpoczyna się wakacje…

Holendrzy mają zwyczaj, który bardzo lubię – „obnoszą się” ze swoimi sukcesami. Chwalą się całej okolicy, że zaliczyli egzaminy. W czerwcu możemy zobaczyć plecaki lub torby wiszące na flagach przed domami. Symbol ten oznacza, że domownik zakończył szkołę średnią po zdaniu wszystkich egzaminów. I chodząc na spacery, myślę sobie o tych uczniach, o tym, jak wiele emocji towarzyszyło moim egzaminom, jak matura mocno mną wstrząsnęła i jak bardzo potrzebowałam w tym okresie wsparcia. Potem przypominam sobie, że odebrałam swoje wyniki, wsiadłam do samochodu i powiedziałam, że zdałam… Wiedziałam, że niewiele się mogę spodziewać, ale nawet nie wiecie, jak ciężko czasem świętować w duchu i usłyszeć zwykłe: „To chyba dobrze.” I choć z persepktywy czasu wiem, że to nie ma znaczenia, że oceny, punkty, wyniki – to wszystko moge sobię wsadzić do teczki i wrzucić do szafy, to tamtego dnia, tego nie wiedziałam. I tak samo nie wiedzą tego dzieci, które właśnie skończyły szkołę, a których zdjęcia komentuje się głupim: „I po co Ci to”.

Wiem, że te zmiany są potrzebne, że brak ocen da uczniom większe poczucie niezależności, spokoju, satysfakcji wewnętrznej… Jednak póki co oceny w polskim systemie mamy, a od tak, w ciągu niespełna dwóch miesięcy, chcielibyśmy żeby wszyscy o tym zapomnieli i zachowywali się, jakby ich nie było.