„Fiński system edukacyjny jest bez wad” – analiza tekstu znalezionego w internecie

2
1954
Zacznijmy od tego, że bardzo dużo osób w Polsce pisze o systemie fińskim nie mając żadnego doświadczenia czy wiedzy z nim związanych. I tak co jakiś czas, jakiś „typowo edukacyjny” portal (Onet, WP, Wyborcza, itp) puszcza tekst przez nikogo wykwalifikowanego niesprawdzony, ważne, że jest temat na czasie. Kiedyś odezwałam się do autorki jednego z takich tekstów pełnych informacji, z którymi wcześniej się nigdzie nie spotkałam. Z zaciekawieniem zapytałam na jakiej tamtejszej uczelni lub w jakiej szkole pracowała, w którym mieście – jest to bowiem bardzo ciekawe zjawisko, że nasze wrażenia tak bardzo różnią się od siebie. „W Finlandii nigdy nie byłam, ale mam koleżankę, która była tam na wakacjach w zeszłym roku i rozmawiała z ludźmi, stąd tyle informacji.” AHA.  Wybacz, ale bywa, że czytając teksty odnoszę wrażenie, że po przeczytaniu odpowiedniej ilości książek każdy z nas mógłby zostać kardiochirurgiem. Kiedy czytam kolejny wpis zaczynający się od „(…) tamtejsze dzieci nie krzyczą, nie stwarzają problemów, współpraca z rodzicami jest cudowna, a dyrekcja zgadza się na wszystkie innowacje – bo tak jest napisane w książce „Fińskie dzieci uczą się najlepiej”…” Lekko się irytuję.  Po pierwsze budowanie obrazu SYSTEMU EDUKACYJNEGO na podstawie jednej, bądź 3 książek, nijak się ma do rzeczywistości. Ilość czynników, które wpływają na taki, a nie inny stan rzeczy w Finlandii (czy choćby Danii, Singapurze czy Holandii – krajach będących w czołówce list w testach międzynarodowych, o których o dziwo w ogóle się w Polsce nie mówi) jest tak ogromna, że spłycanie jej do wyłącznie dobrze przeprowadzonej (kwestia sporna) reformy, zakrawa na zbrodnię przeciwko nauce.

Ucząc się na temat fińskiego systemu edukacyjnego przebrnęłam przez dziesiątki różnych książek (w 3 językach, wersje polskie nie zawsze są dostępne), ilości publikacji, na temat immersji, klas valmo, indywidualizacji i reformy właśnie, nie zliczę, to wszystko wydawało się niewystarczające, dlatego postanowiłam wyjechać i popracować w tamtejszych warunkach, żeby móc się czegoś nauczyć. Tam też zdecydowałam się założyć bloga i pisać po polsku dla kolejnych studentów i nauczycieli, którzy spotykają się z masą pozbawionych źródeł tekstów – i do tej pory nie czuję się w pełni wykwalifikowana by mówić, że „Proszę Państwa, tam jest raj, a tu dno i wodorosty. Taka jest prawda – ja to wiem.”

Już w ogóle pomijając fakt jak bardzo zbędne nam jest porównywanie systemów edukacyjnych z różnych krajów bo jak wiemy – na szkolnictwo w danym kraju ma wpływ większa ilość czynników niż wyłącznie ministerstwo edukacji i finansowanie. Czy ktoś faktycznie myśli, że gdyby u nas nagle pensje skoczyły do rozmiarów tych fińskich*, a ministra zrezygnowała (żeby się zupełnie nie zatracić w tej krainie czarów, którą tak pięknie nam buduje) i dano nam prowadzić edukację na wzór fińskiej – wszystkie narzędzia, wystarczająca ilość nauczycieli, brak bezsensownej dokumentacji – to osiągnęlibyśmy takie same efekty? Niestety, nie sądzę. O tym dlaczego tak myślę, mówiłam już wiele razy i dziś powtórzę: ASPEKTY KULTUROWE wpływają na edukację w danym kraju. I dopóki tak będzie, to choćby ktoś przyjechał i łopatą do głowy ministry wkładał plan na reformę, na wzór fińskiej, to nic z niej nie wyniknie. Bo jako ludzie, się po prostu od siebie różnimy. Nasze cele edukacyjne się rozjeżdżają, nie mają zbyt wielu punktów wspólnych. Nasze potrzeby i podejście, nasze rozwiązania – to wszystko stanowi o tym w jaki sposób uczymy naszych uczniów. 

*Wracając do pensji – również owianych nie wiadomo skąd sławą – nauczyciel w Finlandii zarabia przeciętnie pomiędzy 1800 E a 2500 E – jednak czy ktoś się zastanawiał jakie są tam koszta życia? Spróbuj zrobić najbardziej podstawowe zakupy do przeżycia przez tydzień za mniej niż 100 E (nie wspominając o chemii gospodarczej) lub wynająć mieszkanie za mniej niż 500 E miesięcznie (kawalerka), bilety miesięczne, opłaty (a że żyją w krainie długiej zimy to możemy się domyślać ile wydają na prąd i ogrzewanie mieszkań/domów), oczywiście tworzę te liczby dla jednej osoby, nie dla rodziny. Zatem jak myślisz, ile naszemu nauczycielowi z tych milionów zostanie???

Do rzeczy: dzisiejszy artykuł powstał w odpowiedzi na udostępniane raz za razem porównanie systemów. Wiedząc, że jeszcze stosunkowo niewiele osób w Polsce może się wypowiedzieć na temat zgodności tego opisu z prawdą, zdałam sobie sprawę, że kolejny raz tekst – bez żadnych źródeł i udowodnionych kwalifikacji autorki w danym zakresie – będzie robił szkodę, bowiem szukając informacji, przygotowując się do wyjazdu do Finlandii czy do egzaminów na uczelni właśnie masa takich niesprawdzonych informacji utrudnia dotarcie do tych właściwych, rzetelnych. Na początek zachęcam Cię do przeczytania tekstu, z którym generalnie się zgadzam, a który jednak zawiera niektóre informacje, nie do końca zgodne z prawdą. Są one przekazywane w różny sposób w Polsce od jakichś 4 lat. I tak sobie ktoś później sparafrazuje i puści to dalej i niech idzie w świat wiadomość, że fiński system edukacyjny jest taki idealny, niedościgniony, a tu u nas to nie ma nic, absolutnie nic dobrego. Artykuły te nie tylko zniechęcają nas do pracy nad sobą i nad naszym rozwojem zawodowym ale również zniekształcają naszą perspektywę na poszczególne sprawy. Na to się nie zgadzam.
Zacznijmy od początku… Sekcja „EDUKACJA ALTERNATYWNA”…. Jak widzę taki nagłówek nad artykułem o systemie fińskim to łapie się za głowę. Kto to pisze? Kto to redaguje? Edukacja alternatywna to nazwa dla opozycji dla sformalizowanej, systemowej formy kształcenia. Zatem jak się ma fiński system edukacyjny do edukacji ALTERNATYWNEJ? Dla czego ta alternatywa? Dla edukacji domowej??? Edukacja w Finlandii jest po prostu inna od naszej, nie oznacza to jednak, że jest przedstawicielką edukacji alternatywnej, bo wtedy Norwegia, Holandia, Dania, Japonia, Singapur, Kanada – jako kraje o, odmiennych od naszego, systemach edukacyjnych staną się w całości przedstawicielami alternatywnej edukacji.
 
Prawie idealny spis różnic pomiędzy polskim a fińskim systemem edukacyjnym. Mam jednak swoje „ale”…
  • Punkt 1 „Klasy są małe, liczą średnio 15-20 uczniów.”
To zależy od tego w jakim rejonie znajduje się szkoła – możemy znaleźć szkoły na północy, w których klasy liczą 6-10 uczniów, oraz szkoły w Turku czy Helsinkach w których uczniów może być 25-30.
  • Punkt 6 „Wszystkie dzieci uczą się razem, nie ma podziału na silniejszych i słabszych uczniów. Nie ma także programów wyławiania i odrębnej pracy ze szczególnie uzdolnionymi uczniami a funkcjonuje – wyłącznie równanie w górę.”
Oczywiście, że jest program „wyławiania” zwany diagnozowaniem talentów i uzdolnień, dzieci o takich predyspozycjach trafiają w zależności od upodobań do klas immersion – językowych, artystycznych lub sportowych. ABSOLUTNIE WSZYSTKIE zajęcia są maksymalnie zindywidualizowane, zatem uczniowie radzący sobie lepiej otrzymują materiały o wyższym poziomie trudności, a uczniowie wymagający pomocy, niższy poziom + nadzór nauczyciela lub innego ucznia. Są zajęcia dodatkowe dla uczniów o większych możliwościach i jest podział na słabszych i lepszych – dzięki czemu nauczyciele prowadzą i stale aktualizują godny naśladowania proces indywidualizacji.
  • Punkt 9 niestety w żadnym aspekcie nie jest zgodny z prawdą – przynajmniej nie z taką, z którą spotkałabym się w pracy w 3 różnych placówkach w Turku oraz tą poznaną przez ostatnie 3 lata nawiązywania znajomości z nauczycielami i wykładowcami akademickimi z kilkunastu miast w Finlandii. „Edukacja pedagogiczna w Finlandii jest traktowana niezwykle poważnie a sam zawód nauczyciela jest jednym z najbardziej pożądanych wśród młodych Finów. Co więcej, bardzo trudno zostać nauczycielem, a proces rekrutacji jest wyjątkowo rygorystyczny. Przyjętych na studia pedagogiczne zostaje około 1/10 kandydatów.”
Zawód nauczyciela na pewno nie jest „jednym z najbardziej pożądanych wśród młodych Finów” – wręcz przeciwnie. Być może 20 lat temu tak właśnie było, aktualnie zaś młodzi Finowie zdając sobie sprawę z faktu, że zarobki wcale nie są oszałamiające, warunki pracy z roku na rok coraz trudniejsze, a i szacunek ze strony społeczeństwa dla wykonywanej pracy gdzieś znika – dlatego planują sobie zupełnie inną przyszłość. W rozmowach z nastolatkami i uczniami tuż przed wyborem studiów możemy zauważyć tendencję (jak na całym świecie) do wybierania zawodów, które „przyniosą sławę i pieniądze”, kariera sportowa, angaż w telewizji czy produkcjach filmowych, prace przyszłości – programowanie, tworzenie innowacyjnych rozwiązań technicznych. Taką przyszłość widzą młodzi Finowie.
 
„Nauczyciel ma bardzo wysoki status w społeczeństwie fińskim, porównywalny ze statusem lekarza.”
Zaczynając od tego, że fińscy nauczyciele są oburzeni faktem, że studiują mniej więcej tyle samo czasu (a czasem i dłużej, dokształcając się praktycznie bez końca) co prawnicy i lekarze, a ich zarobki różnią się znacząco – nie ma tam mowy o porównywalnym statusie. Jak również wspomniałam, z roku na rok rodzice są coraz bardziej roszczeniowi, w związku z czym również fińscy nauczyciele muszą liczyć się ze malejącym zaufaniem i szacunkiem. Nie pomagają w tym odgórne zmiany, wprowadzane systemowo w ostatnich 3 latach.
 
„Pracuje 4 godziny dziennie i ma obowiązek poświęcić 2 godziny w tygodniu na rozwój zawodowy. Szkolenia dla nauczycieli są tu w 100 proc. finansowane przez państwo.”
Fiński nauczyciel pracuje PRZYNAJMNIEJ 6 godzin dziennie, dodatkowo większość woli realizować planowanie i uzupełnianie dzienników elektronicznych (WILMA) w szkołach, zamiast zabierać pracę do domu, dlatego dzień pracy wydłuża się najczęściej do 8 godzin dziennie. Szkolenia państwowe owszem istnieją, jednak ich dostępność zależy od regionu (w Helsinkach ze względu na liczbę ludności, ilość szkół oraz budżet przeznaczony na edukację w danym rejonie jest ich oczywiście najwięcej). Brak też zapisu o obowiązkowych 2 godzinach szkoleń/dokształcania się, tygodniowo. Z rozmów z nauczycielami dowiedziałam się, że 2 godziny miesięcznie na rozwój zawodowo to i tak dużo i nie każdy je realizuje. W mniejszych miastach najczęściej odbywają się warsztaty wewnątrzszkolne, podczas których jeden z nauczycieli uczy innych lub streszcza konferencję/szkolenia, na których sam był. Dodatkowo, większość szkoleń nauczyciele realizują w swoim czasie wolnym (najczęściej w wakacje i ferie świąteczne) płacąc za nie z własnej kieszeni. Jak się okazuje, żeby sponsorować sobie niektóre szkolenia oraz dołożyć do budżetu domowego wielu nauczycieli podejmuje prace wakacyjne (w muzeach, hotelach, ośrodkach agroturystycznych, na festiwalach i inne).
 
„Fiński rząd inwestuje w sumie 30 razy więcej w rozwój zawodowy swoich nauczycieli, niż w badania wydajności nauczania i osiągnięć uczniów w szkole.”
Szczegółowe badania wydajności nie leżą w naturze Finów – w innych zawodach również nie prowadzi się tego typu praktyk. Określane są najczęściej plany tygodniowe/semestralne/roczne i wyciągane wnioski z ich realizacji. Brak jednak nadzoru wydajności metod nauczycielskich czy efektywności procesu nauczania – poprzez wysoki poziom indywidualizacji efekty widać jak na dłoni – wystarczy zanalizować dziennik elektroniczny, który jest uzupełniany wyjątkowo szczegółowo. Nie ma zatem potrzeby na zewnętrzne ocenianie wydajności nauczania.
 
„A teraz przyjrzyjmy się temu, co dzieje się w Polsce. Zmęczeni, przeładowani i niedowartościowani nauczyciele, którym brakuje przede wszystkim kompetencji interpersonalnych i motywacji do pracy. Studia pedagogiczne nie budują prestiżu, dobór studentów odbywa się na podstawie wyników egzaminu maturalnego. Nie bada się kompetencji społecznych, nie przygotowuje i nie poszerza się ich również w trakcie 5-letniej edukacji. Nauczyciel, który kończy studia jest przygotowany do zawodu merytorycznie, ale brakuje mu (zazwyczaj) kompetencji psychologicznych, co prowadzi do szybkiego wypalenia i bezradności wobec kontaktów z uczniami.”

Z tą częścią tekstu muszę się zgodzić… Jesteśmy przeładowani i zmęczeni, a przez to podatni na bajki krążące po internecie „tam jest rewelacyjnie, a my tu tak cierpimy” i zamiast skorzystać ze źródeł jak to zmieniać oddolnie, jak znaleźć na nowo szczęście w tym zawodzie, jak zdobywać kompetencje z zakresu inteligencji emocjonalnej i psychologii oraz interpersonalne, miękkie – bo to one wyprowadzą nasze działania na wyższy poziom – to siedzimy, zrzędzimy i popadamy we frustrację. Zamiast korzystać z realnych doświadczeń i pracy pasjonatów, jak Katarzyna Skolimowska – INSPIRACJE DLA SZKOŁY/ FITEDUKACJA, która co chwilę przedstawia nam nowe scenariusze, projekty, nagrania; Joanna Krzemińska – ZAKRĘCONY BELFER, która swój ogrom pracy prezentuje na blogu i fanpage, co chwila udostępniając gotowe materiały i wartościowe przemyślenia; Samanta Dryja – Zabielska – EDUKACJA Z PASJĄ, która codziennie dokumentuje swoje zmagania, opisuje sytuacje trudne, z którymi spotykają się nauczyciele wprowadzający elementy nowe i nieznane na szeroką skalę w szkolnictwie polskim, udostępnia materiały i gotowe narzędzia; Anna i Robert Sowińscy, przygotowujący wystąpienia live na facebooku, zajmujący się tematyka trudną, taką, o której inni po prostu nieraz nie chcą mówić, propagujący PLAN DALTOŃSKI, uczący innych nauczycieli i liderów, organizujący konferencje i nagrywający podcasty – żebyśmy mogli się od nich uczyć i czerpać z internetu coś wartościowego, wspierającego nasz rozwój zawodowy i osobisty! A my, zamiast udostępniać te wartościowe treści, stworzone na podstawie doświadczeń i ciężkiej pracy nad poprawą stanu szkolnictwa, babramy się w niesprawdzonych źródłach, narzekaniach i przekazujemy dalej artykuły, które są całe „na nie”, wskazują tylko słabości naszego systemu i ewentualne braki względem innych.

Przekłamania na temat fińskiego systemu edukacji drażnią mnie od kilku lat, tak samo jak drażni mnie fakt, że zamiast zająć się doszukiwaniem się ciekawych metod i technik, z których u nich się korzysta, zamiast spróbować wprowadzać ciekawe innowacje na ichni wzór, to u nas klika się „udostępnij” pod kolejnym linkiem pokazującym jak to jesteśmy daleko w tyle. No i będziemy w tyle o ile nie zrozumiemy, że to od nas zaczyna się zmiana. To my możemy wpłynąć na obranie kierunku ku lepszym rozwiązaniom. Nie rozumiem też czemu tak się kurczowo trzymamy tej nieszczęsnej Finlandii zamiast poszerzyć swój punkt widzenia o inne kraje, które również odnoszą spektakularne sukcesy. Kto wie coś więcej na temat Singapuru niż to, że od tego roku w klasach 1-2 usunięto u nich egzaminowanie uczniów (oraz że w przyszłych latach w tym planie objęte zostaną też starsze klasy)? Kto słyszał o niezwykłych metodach stosowanych w japońskich szkołach czy o niesamowitym podejściu do uczenia się w holenderskich? Dlaczego o tym się nie mówi z taką pasją z jaką roztrząsa się raz po raz fiński sukces edukacyjny? Dlaczego wystarczy nam jakiś zarys informacji i nie poszukujemy więcej?

Bo ewidentnie nie ma na to zapotrzebowania na polskim rynku, a ten wniosek jest tak samo przykry jak fakt, że ludzie wolą babrać się w cudzej frustracji niż w pasji i szczęściu spełnionego nauczyciela.