Holendrzy zmuszają do refleksji

4
1724

W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić swoimi doświadczeniami z czasów studiów w Holandii, w mieście Zwolle, na uczelni Katholieke Pabo (KPZ).

Fragment pracy zaliczeniowej, który zamieszczę w dalszej części artykułu jest w języku angielskim, jednak w razie potrzeby osób zainteresowanych przetłumaczę tekst. Praca jest oryginalna, dzięki niej jako jedyna w grupie otrzymałam najwyższą ocenę zaliczającą i to ona przypomniała mi o tym, czego tak naprawdę nauczyłam się od Holendrów, a czym chętnie podzielę się również z Wami. 

 

 

 

 

 







Pomyślcie przez chwilę o rodzajach zaliczeń przedmiotów na polskich uczelniach… Egzaminy, kolokwia, wejściówki, odpowiedź ustna, testy wielokrotnego i jednokrotnego wyboru, z punktami ujemnymi, pytania otwarte i zamknięte. Na pewno każdy z Was pomyślał jeszcze o niewymienionych przeze mnie formach, ale czy kiedykolwiek przyszło Wam prowadzić „pamiętnik” aby uzyskać punkty ECTS lub po prostu zapis w indeksie o pozytywnym ukończeniu przedmiotu? W Holandii taka forma nikogo nie zdziwi. 

Kiedy pierwszy raz powiadomiono nas jakie są wymagania wykładowców śmiałam się w duchu kręcąc głową z niedowierzaniem. Uważałam to za zaniżanie poziomu, żart ze studentów międzynarodowych, ich umiejętności i wiedzy, zbędną pracę. Byłam zupełnie nieprzyzwyczajona do tego, że ktoś chciałby przeczytać (dowiedzieć się) jakie są moje wnioski, odczucia, wrażenia i stan wiedzy w związku z doświadczeniami jakie miałam zebrać w najbliższym czasie. A gdzie formułki, bezsenne noce dla nauki, bibliografia, formalne wypowiedzi?! Po 3 miesiącach zajęć musieliśmy oddać 4 prace zaliczeniowe – wszystkie wróciły do mnie z notatkami w stylu: „wiemy, że świetnie znasz zakres teoretyczny zagadnień, mogliśmy to zaobserwować podczas zajęć/praktyk, teraz chcielibyśmy się dowiedzieć jak się do tej teorii ustosunkujesz, co o niej sądzisz i jakie możesz wyciągnąć z niej korzyści. TY, jako nauczyciel i osoba, nie wszyscy nauczyciele na świecie.” 

Przyzwyczajona do pisania bezosobowych prac odtwórczych, analizujących podejścia pedagogiczne czy badania, cytowania i parafrazowania tony książek, zgłupiałam i nie wiedziałam o co się mnie prosi. Udałam się na konsultacje z kilkoma wykładowcami prosząc o rady i bardziej szczegółowe wskazówki. Poradzono mi bym  każdego dnia sporządzała krótką notatkę, o tym co się wydarzyło, czy to na mnie jakoś wpłynęło, czy coś zmieniło w mojej ocenie, czego się tego dnia nauczyłam. 

Początki były trudne, prowadzenie autoanalizy nie należy do łatwych, bo przecież nie można się codziennie czegoś uczyć i doświadczać zmiany spojrzenia na świat. Ano, można. Tylko trzeba się nauczyć to dostrzegać, a w wielu przypadkach pomijamy ten etap nauki. 


Dla przykładu, zajęcia z zakresu pedagogiki Montessori – znanej praktycznie na całym świecie – omawiamy, prowadzimy gry grupowe, burzę mózgów. Pod koniec zajęć prowadzimy dyskusję nad obranymi, przez wykładowców, metodami i formami pracy. Dlaczego takie, a nie inne, co by się mogło lepiej sprawdzić, plusy i minusy takiego sposobu przeprowadzenia zajęć. I niby nic, każdy student po zajęciach zbiera swoje notatki i idzie do domu czy do pracy. Wiedza w głowie zostanie bo wykorzystano całą kompilację zasad neurodydaktyki i metody „learning by doing” ale czy takie zajęcia mogą zmienić moje prywatne lub zawodowe życie?! Mogą. Tego dnia nauczyłam się między innymi, że najbardziej efektywną pracą jest tworzenie zespołów 3-osobowych, bowiem dają one największe rezultaty. Dlaczego? Gdyż jest to za mała grupa by ktoś został pominięty i wystarczająco duża by zwiększyć tempo pracy, uzyskać zróżnicowane podejście do problemu (pobudzające do myślenia), możliwe jest również włączenie elementów integracji grupy. Nie była to wiedza książkowa (oczywiście po określeniu wniosku z zajęć przewertowałam znane mi źródła i znalazłam jego potwierdzenie, co uspokoiło moją potrzebę popierania wszystkiego badaniami i bibliografią:)), ani omawiana przez wykładowców, był to po prostu element jednych z wielu zajęć, a dopiero tego dnia, zapisując moje spostrzeżenia zwróciłam na niego uwagę na tyle, by wyciągnąć z niego lekcję na przyszłe lata. 


Jednym z podstawowych elementów WSZYSTKICH prac zaliczeniowych było pytanie, na które musieliśmy udzielić odpowiedzi: jak uczestnictwo w zajęciach „XYZ” zmieniło Cię jako człowieka i nauczyciela? Początkowo pomyślałam, że prowadzący muszą być strasznie próżni oczekując odpowiedzi w stylu „teraz jestem lepszym profesjonalistą”, „dzięki Pani zajęciom już wiem…” i tak dalej. I przyznam szczerze, że nie jestem jedną z tych osób, która uważa, że każdy przedmiot jest ważny i wszystko musimy umieć i rozumieć. Pewne godziny stanowczo wolałabym spędzić w parku niż na niektórych zajęciach, a odpowiedzieć na pytanie było trzeba. W jednym wypadku (z listy 11 przedmiotów) uznałam zajęcia za tak nudne, zbędne i zupełnie niezwiązane z naszym kierunkiem, że nie umiałam nic wymyślić (bez pasywno- agresywnego tonu wypowiedzi) dlatego zdecydowałam się na niższą ocenę i oddanie pracy bez odpowiedzi na powyższe pytanie. Zatem nie we wszystkich przypadkach autoanaliza poprowadzi nas do ciekawych wniosków;).


Niemniej jednak, tworząc 11 dokumentów, opisując w końcu, w 1 osobie liczby pojedynczej, wnioski z nauki i doświadczeń człowiek przeżywa wszystko na nowo, mogąc na spokojnie zanalizować wszystkie elementy i wybrać te, które przydadzą nam się w życiu prywatnym jak i zawodowym. Takie refleksje w świetny sposób uporządkują naszą wiedzę, pokażą braki i nasze mocne strony. Jest to sposób nauki, który przejęłam od Holendrów i będę wykorzystywać już zawsze w swojej pracy. Po powrocie do Polski musiałam zaliczyć jeszcze kilka egzaminów przed podejściem do pracy magisterskiej. Smutny był powrót do rzeczywistości, gdzie dwa razy posadzono mnie przed kartką A4 z dwoma kolumnami pytań „abc”, bez jakichkolwiek wniosków i próby sprawdzenia, czy student faktycznie rozumie i się czegoś nauczył czy tez „wystrzela”poprawne odpowiedzi. 


Myślę, że moim głównym spostrzeżeniem po 3 wymianach studenckich jest, że coraz mniejszej liczbie wykładowców akademickich zależy na nauczaniu. Ze swoich 5 lat spędzonych na polskiej uczelni naprawdę na palcach dwóch rąk mogłabym zliczyć osoby, które wykonały chociaż minimalny wysiłek żeby sprawdzić, czy studenci rozumieją, co się w ogóle do nich mówi – większość bowiem przychodzi, odbębni monolog i wychodzi zapowiadając kolokwium. Już nie mówiąc o takich osobistościach, które dla żartu wstawiają całej grupie 2, organizując obowiązkową poprawkę w ferie, tylko dlatego, żeby „każda z nas chociaż raz doświadczyła zawodu jakim jest niezaliczenie” (dodam, że moje pytanie na egzaminie dotyczyło mojego nazwiska i tego czy jestem z kimś spokrewniona – oczywiście nie udało mi się utrafić w klucz odpowiedzi;)). Wykładowcy holenderscy chętnie podejmują dyskusje ze studentami, spędzają z nimi swój prywatny czas, dostosowują materiały i tematy zajęć do potrzeb studentów, reagują na indywidualne potrzeby, starają się motywować i wspierać na ścieżce zdobywania wiedzy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiąże się to z lepszym wynagrodzeniem, warunkami pracy oraz różnych aspektów kulturowych. Warto jednak zaznaczyć, że to nauczyciele akademiccy z sercem i pasją pozostawiają po sobie znacznie więcej wspomnień niż cała reszta razem wzięta!:)

Dzięki miesiącom spędzonym wśród osób tak bardzo dbających o świadome przeżywanie i aktywne rozumienie, zaobserwowałam wiele zmian w moim życiu. Czuję, że umiejętniej komunikuję się z moimi uczniami i lepiej rozumiem ich potrzeby. Jestem lepiej przygotowana do każdych kolejnych zajęć wiedząc jak je odbierają moi podopieczni. Szybciej przychodzi mi indywidualizacja programu i metod kształcenia, sprawniej włączam nowości do swojego programu i chętniej podejmuje wyzwania, wiedząc, że poradzę sobie z konstruktywną samooceną i będę potrafiła zrozumieć gdzie popełniłam błędy. Polecam Wam spróbować tej metody, zacznijcie od siebie, być może w gronie znajomych z pracy, przy wsparciu i możliwości porównania wniosków szybciej nauczycie się z niej korzystać:).
Poniżej znajdziecie fragmenty mojej pracy zaliczeniowej sprzed dwóch lat. Dotyczyła ona naszych wrażeń po odwiedzeniu muzeum Van Gogh’a w Amsterdamie. Takie doświadczenia w ocenie Holendrów mają ogromny wpływ na osobowość i życie zawodowe człowieka:). 

 

 

 

 

 

 

 

 




Project week „Randstad”

„Your professional identity as a future teacher?

–          What is the importance of these experiences for you as a teacher?

As a teacher I know how important art is going to be in my professional life. I want my pupils to be aware of meaning and power of all kinds of art. I want them to be able to express themselves by art and willing to discuss and explore this subject. It makes us, people, more sensible and creative, and that’s my goal to teach my children this way, so that they will want to use this kind of skills in their life. I also believe that paintings, sculptures and other kinds of expression help us, people, to discover ourselves and create empathy, tolerance and understanding. Difficult topics are easily translated for all of the languages or explained well by art. As a teacher I need to be aware of this possibilities and know how to use them in my classroom and teach my pupils to use it properly in their life.”



„What have you learnt about:

–          Your personal identity? Who are you as a person?

–          Why do exactly these experiences strike you?

–          What does it tell you about yourself?

–          What does it tell you about your personality, your values, your ideas?

–          What does it tell about your outlook on life?

I am creating myself since many years and this process is still in progress. I am trying to be better person every day, to use my possibilities and experiences well to learn something new and useful. Until three years ago I was thinking that life is simple: school- university- work- retirement. Now I see how complex it can be, how many things behind that main goals we can do and learn. My point of view started to change during my first Erasmus. Then meeting inspiring and motivated people helped me to define what and how I want to do in my life. Experience that I got during the “project week” helped me to understand how I see the world and whom I became in last three years. Looking at Van Gogh’s paintings I wasn’t focus only on the beauty of the art and about the historical context of his works, but I wondered how the way I see the paintings define me. I am hard working, ambitious and motivated young woman, with huge amount of ideas how to live my life. By observing painting “Potato eaters” I understood that I appreciate small things much more than the big ones, that material stuff doesn’t impress me, that my way of living is similar to the life which amazed Van Gogh that much- close to the nature, getting things by hard work, being grateful for everything that I have and achieved.” 

A Wy co sądzicie o takiej metodzie uczenia? Czy stosujecie ją podczas zajęć z Waszymi uczniami? Dajcie znać co myślicie na temat tego materiału!:)