Jak zaangażować uczniów w proces uczenia się?

7
1053

Projekt #metodycznadegustacja zaczyna nabierać kształtów i kolorów – już wiem na czym chcę się skupić, co przekazać moim czytelnikom i w jaki sposób to robić… I choć ostatni punkt wciąż pozostawia wiele do życzenia nie zamierzam porzucać tego pomysłu. Wręcz przeciwnie, zamierzam się mnóstwo w związku z tym nauczyć!:)

O co chodzi? Jeśli jeszcze nie znasz projektu zapoznaj się z ARTYKUŁEM WPROWADZAJĄCYM. Znajdziesz w nim pierwszy film, w którym opowiadam, jak wyglądają fińskie sprawdziany.

Kolejny raz, zanim przejdę do wyjaśnienia w jaki sposób wyobrażam sobie korzystanie z inspirującej metody w polskich szkołach, proszę Cię o 7 minut – tyle trwa mój monolog na temat indyjskiego przepisu na utrwalanie wiedzy i zaangażowanie uczniów w proces uczenia się. Zatem zrób sobie kawę (lub pyszną czarną herbatę z kardamonem i mlekiem jaką pija się w Indiach! ;)) zrelaksuj się i posłuchaj mnie przez chwilę.

A teraz zastanów się przez chwilę…

  • Czy zdarza Ci się stosować taką metodę w swojej klasie/bądź w domu z własnymi dziećmi?
  • Masz jakiś przykład takiego wykorzystania stanów emocjonalnych w swojej karierze zawodowej?
  • Czy uważasz, że pomysł ten jest wart uwagi?
  • Myślisz, że wprowadzenie takiego rozwiązania jest możliwe w naszym systemie?

(Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz swoje odpowiedzi w formie komentarza! :))

Ok, na języku polskim łatwo to zastosować, ale co zrobić z przedmiotami ścisłymi? Tam nie ma zbyt dużo przestrzeni dla emocji. Dlatego metoda ta opiera się również na odszukiwaniu powiązań z życiem rzeczywistym i stara się skupić na użyteczności informacji.

Wyobrażam to sobie w ten sposób: aby sprawdzić czy uczniowie rozumieją omawiane zagadnienia szykujemy odwrócony sprawdzian – na kartce zamieszczamy wzory, do których uczniowie mają stworzyć polecenia zadań oraz ich opracowania. Najczęściej w takiej sytuacji dzieci i młodzież sięgają po najpewniejsze źródło wiedzy w ich przypadku: elementy pamięci stworzone przez doświadczenia. W wyniku otrzymujemy takie przykłady: „Jadę samochodem z Krakowa (gdzie mieszka moja babcia) z prędkością 60km/h, mój tata jedzie z Warszawy (z naszego domu) autostradą z prędkością 90km/h, wyruszyliśmy o godzinie 14:00. O której godzinie i gdzie dojdzie do spotkania naszych samochodów?”

Podczas uczenia się układu okresowego pierwiastków zamiast wkuwania na pamięć poszczególne informacje, można zaproponować pracę domową, w której poprosimy uczniów, aby przejrzeli w domu produkty spożywcze, chemię gospodarczą i inne zakupy pod kątem znalezienia w ich składzie jak największej ilości mikro i makroelementów.

Ucząc się historii możemy zaprosić gości, z którymi nasi uczniowie nawiążą swobodną rozmowę na tematy związane z działem historii (można zaprosić reprezentanta Powstańców Warszawskich lub osobę która znała realia życia w latach 70-80), po co uczyć się tego wyłącznie z książek, skoro jest tak wiele możliwości na praktyczne nauczanie? W przyszłości uczniowie mogą nawiązać z owymi gośćmi kontakt za pośrednictwem poczty (tradycyjnej lub elektronicznej) a w efekcie nauczyć się znacznie więcej niż wskazuje na to podstawa programowa (i nie tylko w zakresie historii!;)).

Na lekcjach języków obcych możemy tłumaczyć wraz z grupą anegdoty lub żarty – jeszcze nikomu śmiech na lekcji nie zaszkodził, a jestem pewna, że słownictwo pozyskane w efekcie takich zajęć zostanie w głowie znacznie dłużej niż po czytaniu tekstów zupełnie oderwanych od uczniowskiej rzeczywistości. Tak samo, dla urozmaicenia zajęć możemy z uczniami co miesiąc wybierać „serial miesiąca”, i podczas „rozgrzewki” włączać fragment (np.: 5 minut), z którego uczniowie zapisują wszystkie niezrozumiałe zwroty i słowa lub wypisują słówka/ zwroty tematyczne (danego dnia zapisujemy wszystkie zwroty dotyczące jedzenia/aktywności fizycznej).

Wracając do egzaminów, pamiętam, że w jednej ze starszych klas do pytania na temat jednego z wynalazków N. Tesli załączony było dodatkowe polecenie:

„W jaki sposób wykorzystał/abyś tę technologię, gdybyś to Ty był/a wynalazcą?”

Czyż takie postawienie sprawy nie uruchamia w głowie znacznie większej ilości połączeń na rzecz znalezienia tego „gdyby”?:)) Teoria teorią, niektórzy są w stanie nauczyć się wszystkiego na pamięć i nawet po trzydziestce dalej deklamować fragmenty „Pana Tadeusza”… („Litwo Ojczyzno moja…” zostanie ze mną już chyba do śmierci… Nie za bardzo wiem po co, w końcu jakbym potrzebowała, to wiem gdzie ten fragment znaleźć;)). Są jednak uczniowie, którym nauka nie przychodzi łatwo i właśnie metoda jaką dzisiaj opisałam ma im ten proces umilić i usprawnić. W końcu umiejętność zrozumienia tego czego się uczymy jest znacznie ważniejsza, niż możliwość recytacji formułek z pamięci.

Bardzo się napracowałam przy tworzeniu tego wpisu, zatem jeśli wydaje Ci się on użyteczny lub jeśli sądzisz, że Twoi znajomi również mogli się z niego czegoś dowiedzieć, będzie mi niezmiernie miło, jeśli udostępnisz ten artykuł na Facebooku lub za pośrednictwem innych narzędzi social media.

Czekam na Twój komentarz i opinię na temat zaproponowanej inspiracji:).