Uczniowie nieprzygotowani do życia

12
3917

Dziś napiszę o tym, dlaczego według mnie polskie szkolnictwo nie przygotowuje uczniów do dalszego życia. Jest to bowiem w mojej ocenie najsłabszy punkt naszego systemu, zważając na fakt, w jak wielu krajach już ten problem rozwiązano nie mogę zrozumieć, czemu w Polsce wciąż nie zwraca się na to należytej uwagi. W Danii wprowadzono zajęcia rozwijające empatię, w Holandii uczniowie mają warsztaty z zakresu opieki nad młodszym rodzeństwem, praktyki szkolne (od 6 klasy szkoły podstawowej co roku mają od dwóch dni, do 2 tygodni praktyk w zawodzie, który ich ciekawi, dorośli są bardzo pomocni i chętnie przyjmują uczniów na praktyki), w Niemczech coraz częściej otwierają nowe szkoły demokratyczne, w których uczniowie uczą się w swoim tempie i na swoich zasadach, w Finlandii odbywają się kursy zwiększające pewność siebie, przygotowują do procesu Life Long Learning, wzbogacają samoocenę, pozwalają na pracę pod wpływem długoterminowej motywacji wewnętrznej w celu jej rozwinięcia. W Kolumbii, niestety wyłącznie w szkołach prywatnych, uczniowie przygotowują się na stres związany ze znalezieniem pracy oraz o możliwych sytuacjach problemowych w dorosłym życiu. Oczywiście wszystkie wymienione wyżej elementy są wyłącznie wsparciem bądź rozszerzeniem oferty metodologicznej z zakresu wprowadzania dzieci i młodzieży do społeczeństwa. 

Photo by kychan on Unsplash

 

 

Zacznę od tego, że mimo reform, zmian w rozporządzeniach, ogromnego nakładu finansowego i wyższego poziomu akademickiego w celu odpowiedniego kształcenia nauczycieli w polskich szkołach, jedno nie zmieniło się od lat – wiedza książkowa ma znacznie wyższą wartość niż wszelkie inne umiejętności uczniów. I co najgorsze nie dotyczy to tylko przedmiotów ścisłych. Rozpoczynając od aktywności na lekcji, po egzaminy i oceny końcowe, kończąc na olimpiadach i konkursach międzyszkolnych: w ogromnej większości sprawdzane są wyłącznie pamięć długotrwała oraz zasób wiedzy na poszczególny temat. Nauka do egzaminów, odpowiedzi pod klucz oraz wyuczanie na pamięć regułek zabijają kreatywność, zdolność logicznego myślenia i tworzenie samodzielnych osądów. Co więcej zabijają chęć do nauki. Tak właśnie wygląda nasz system edukacji i nie ma się co łudzić, że reformy przynoszą jakieś zmiany – metodologia, sprawdzone rozwiązania i podejście zostają mimo wielokrotnych zmian podręczników, wprowadzenia technologii i dostosowania przestrzeni szkolnej do potrzeb uczniów. Proszę nie brać tego do siebie osobiście, wiem bowiem, że są w Polsce nauczyciele fantastyczni, wyjątkowi, z pasją. Niemniej jednak zwracam tutaj uwagę na ogólny problem, który niestety dotyczy prawie wszystkich szkół i placówek pozaszkolnych.
 
Kolejną pomyłką są oceny z zachowania. W znacznej większości wystawiane są bowiem w ten sposób: jeśli uczeń przeszkadza na lekcjach, rozrabia, nieodpowiednio bawi się na przerwach, często zapomina pracy domowej czy przyborów szkolnych – uzyskuje zachowanie nieodpowiednie. Z kolei uczniowie spokojni, słuchający na lekcjach, wykonujący swoje obowiązki – z automatu na świadectwie mają ocenę bardzo dobrą. A gdzie w ocenie zachowania miejsce na postawy? Czyż nie jest naszym celem, jako nauczycieli, kształtować społeczeństwo? Dlaczego zatem wszystkich równamy pod linijkę i oczekujemy od nich wyłącznie, przez nas określonej współpracy, ciszy na lekcjach i spokoju na przerwach? Ocenie powinny podlegać przede wszystkim kompetencje miękkie oraz umiejętności nawiązywania zdrowych relacji społecznych, chęć niesienia pomocy innym jak i uczynność, zaangażowanie w życie klasowe i szkolne, podejmowanie inicjatywy. Jeśli już musimy poddawać tak niemierzalny wskaźnik ocenie, warto byłoby podjąć temat holistycznie z uwagi na wpływ jaki taka ocena może mieć na ucznia i jego dalszą karierę szkolną.
Wyobraźcie sobie teraz ucznia: mający problemy z koncentracją, niechętnie uczący się przedmiotów ścisłych lub czegokolwiek „na pamięć”, na lekcjach rozmawia z innymi uczniami, nie może usiedzieć na miejscu, osiąga niskie wyniki. Poza tym jest pomysłowy, kreatywny, ma bardzo rozwiniętą wyobraźnię, dużo tworzy – głównie na lekcjach, na których nie powinien. Jego prace artystyczne i opowiadania są na naprawdę wysokim poziomie.
 
Ten uczeń jest określany jako „zły uczeń”. Nie wpisuje się w ramy ucznia „dobrego”. Rodzice często wzywani są do szkoły, interweniuje pedagog, chłopiec czuje się osaczany i nie rozumie, czemu nikt nie potrafi skupić się na tym, że przecież coś robi dobrze. Na jednym ze spotkań z wychowawcą pyta: „Czy wszyscy muszą być matematykami jak dorosną?” 
 
 
Mimo tylu lat badań i obserwacji, polska szkoła w dalszym ciągu wyklucza dzieci, które nie potrafią się dostosować do zasad, które sobie obrała.  Dzieci zdolne i utalentowane odsyłane są (o ile w ogóle ktoś zauważy ich wyjątkowość!) do instytucji pozaszkolnych. Ba! Bywają sytuacje kiedy nauczyciele sugerują rodzicom by Ci zaprzestali posyłać swoje pociechy na kursy dodatkowe by miały więcej czasu na naukę i poprawę swoich wyników z przedmiotów szkolnych… A przecież już po podstawówce musimy wybierać profil szkolny, który w jakiś sposób nakieruje nas na nasz przyszły zawód. Jak zatem świadomie dokonać tego wyboru, skoro w szkolnictwie podstawowym ocieramy się głównie o podstawę programową i nic poza tym?! Że już nie wspomnę o tym, jak mamy poradzić sobie w liceum czy szkole zawodowej nie znając swoich możliwości, nie potrafiąc obudzić w sobie motywacji wewnętrznej, nie mając wiary w sukces. Owszem – „jakoś większość sobie radzi” – ale o ile lepiej mogłoby być, gdybyśmy już w szkole podstawowej zadbali o prawidłowe kształtowanie ucznia z zakresu samorealizacji, pewności siebie, zarządzania czasem, kreatywności, innowacyjności, odporności na stres, poprawnej komunikacji, tolerancji i akceptacji odmienności.  
 
Kolejny przykład: wyobraźcie sobie dziewczynę prosto po studiach administracyjnych, od pół roku nie może znaleźć pracy, kończą jej się oszczędności dlatego musi podjąć pracę tymczasową dla podreperowania budżetu w oczekiwaniu na pracę w zawodzie. Zostaje nianią, miała bowiem młodsze rodzeństwo, stwierdziła, że jakoś sobie poradzi. Zastanówmy się, które umiejętności będą dla niej niezbędne w tym okresie? Znajomość wzorów matematycznych i dat historycznych czy otwartość na zmiany, umiejętne poszukiwanie informacji, pozytywne nastawienie i kreatywność?
Oczywiście nie twierdzę, że nauka przedmiotów szkolnych jest zbędna… Wręcz przeciwnie. Próbuję tylko pokazać, że na równi z nimi powinny znaleźć się warsztaty kompetencji miękkich. Żyjemy w czasach kiedy zmiana jest jedyną stałą w naszym życiu. Musimy nauczyć się szybko dostosowywać oraz uczyć się nowych dla nas rzeczy. Nie możemy obawiać się, że nie jesteśmy wartościowi na rynku pracy czy w życiu prywatnym jeśli nigdy nie potrafiliśmy osiągnąć wyników szkolnych wyższych niż 3+. Ludzie są różni, ich zdolności, predyspozycje, podejście do życia również. Rynek pracy jest na to gotowy, zatem dlaczego szkoła nie jest?