„Podróże kształcą wykształconych” – czy aby na pewno?

2
739

Zacznę od tego, że ostatnio się trochę wściekłam. Straciłam cierpliwość i odechciało mi się odpisywać na wiadomości. Na pewno większość stałych czytelników zauważyła, że dosyć często zmieniam miejsce zamieszkania i tymczasowego pobytu. Co jakiś czas wpadają tu teksty powiązane tematyką z moją drugą pasją: podróżami. A to tekst na temat metod stosowanych w Kolumbii, potem przemyślenia na temat rodziców i nauczycieli w kontekście pracy w indyjskiej szkole i jeszcze w międzyczasie coś tam na temat Finlandii bo mi się akurat przypomniało. No i wszystko fajnie, bo właśnie dzięki podróżom mogę znajdować podobieństwa i wyszczególniać różnice w systemach edukacyjnych. Określać, co według mnie, możesz wykorzystać w pracy w swojej klasie, czy też wyszukać ciekawostki na temat nauczania i wychowania w poszczególnych krajach. Jednak kiedy dostaję kolejną wiadomość w tym stylu: „do Kolumbii Cię wywiało, tam bieda, uważaj żebyś w narkotyki nie wpadła (…)”, „Indie są paskudne, śmierdzi wszędzie i syf. I jeszcze trędowaci na ulicach obłapiają białych żeby dostać kasę, skąd pomysł żeby tam pracować?!”, „Szkoły w Finlandii fajne ale zimno, wiecznie ciemno, ja bym tam nie mogła żyć”, „Słyszałem, że w Holandii to dzieci naćpane na lekcje przychodzą bo tam marihuana jest legalna, prawda to?”… Tracę ochotę na wdawanie się w jakiekolwiek dyskusje.

Zatem dziś zajmę się wyjątkowo ważnym tematem: opowiem Ci o tym jak podróże kształtują mnie jako nauczycielkę. Rozważania zacznę od cytatu, który od dawna chodził mi po głowie, w wielu różnych sytuacjach. Długo zastanawiałam się co mi nie pasuje w refleksji, z którą w ogólnym rozrachunku się zgadzam. Coś mi jednak nie dawało spokoju, jestem ciekawa, czy Ty również to zauważysz:

„Słyszałem wiele takich tekstów przez całe życie typu: -Człowiek się uczy na błędach. -Co nie zabije to wzmocni. -Podróże kształcą. To wszystko nieprawda. Nie podpisałbym się pod tym i moim dzieciom bym tego nie powiedział. Bo jestem psychologiem od 25 lat i znam ludzi, którzy potrafią 10 lat walić głową w ścianę. I ciągle są zdziwieni, że ich głowa boli a ściana stoi. Także człowiek się uczy na błędach wtedy kiedy wie, że je popełnia. Podróże kształcą? Tak, ale tylko wykształconych ludzi. Ludzie jadą do Egiptu, stoją pod piramidami i mówią: Patrz jaka niska, wyższa się wydawała. I to jest koniec refleksji na temat 3 tysięcy lat historii. Jadą do Meksyku i na pytanie ‚Jak było?’ mówią: Meksyk jak Meksyk ciepło było. (…) No i co nie zabije to wzmocni, to nieprawda. Co nie zabije to nie zabije, wcale nie musi wzmacniać. Potrafi sponiewierać i zostać na całe życie. (…)”

Jacek Walkiewicz

PEŁNA MOC MOŻLIWOŚCI – TEDx 

 

I tak jak z ogólna myślą Pana Walkiewicza się zgadzam, to zupełnie nie przemawia do mnie stwierdzenie, iż podróże kształcą tylko wykształconych.  Według mnie, określenia, których bym użyła to „podróże kształcą <<zainteresowanych/poszukujących>> ludzi” . Wykształcenie nie definiuje wszystkich umiejętności i postaw. Dajmy na to, że kardiochirurg, posiadający doktorat, specjalizację i wszelkie możliwe kursy w 3 językach jedzie do Peru oglądać Machu Picchu – kto powiedział, że przywiezie z tej podróży więcej refleksji i życiowych lekcji niż osoba, która skończyła wyłącznie podstawówkę? Osobiście uważam, że wykształcenie nie ma tu żadnego znaczenia.

To umiejętność obserwacji, wdzięczność, otwartość na nowe doświadczenia i znajomości oraz ciekawość świata pomagają nam „kształcić się” w podróży. I nie ma znaczenia czy masz kwalifikacje, dyplomy i skończony doktorat – liczy się to, w jaki sposób patrzysz na świat.

Indie są przytłaczające. Zapachy, organizacyjny chaos, przeludnienie, dźwięki, bieda. To wszystkie elementy dnia codziennego, które sprawiają, że nieraz czuję się zagubiona, potrzebuję oddechu, ucieczki. Wynika to wyłącznie z faktu, iż są to warunki nowe, do których muszę się przystosować, a to wymaga czasu.

Jednak podsumowując dni, poddając się refleksjom, widzę jedynie pozytywy. Widzę to czego się nauczyłam, a nie to co mi nie pasuje.

Widzę piękno natury, a nie skupiam się na brzydocie ulic tonących w śmieciach. Widzę dobrych, życzliwych ludzi dzielących się ze mną swoją wiedzą i opowiadających o kulturze, niosących bezinteresowną pomoc kiedy zaplączę się w sari lub nie mogę porozumieć się z kimś w języku angielskim.

Widzę duchowość, szacunek dla tradycji i odmienności religijnej, widzę uśmiechniętych ludzi (nie tylko dzieci!), zagadujących, zapraszających do własnych domów, zadających setki pytań.

W Kolumbii słyszałam o narkotykach… Głównie na planie serialu Narcos i przebywając wśród turystów. W jednej z najbiedniejszych części kraju spędziłam najpiękniejsze i najbardziej wyjątkowe 2 tygodnie w moim życiu. To w tym czasie spałam w hamakach – nie tylko podczas drzemek, a wbrew pozorom, spanie w hamaku przez kilka dni może szybko przypomnieć o bólu kręgosłupa;).

Kąpałam się w rzece (nie chodzi tu o chłodzenie się czy taplanie się dla zabawy), doświadczyłam życia bez elektryczności, sklepów, dróg; by odwiedzić rodziny uczniów musiałam jechać nieraz 5 godzin konno (była to moja druga próba więc pewnie mogło to trwać trochę krócej;) ).

Pomagałam robić domowy ser i masło, pracowałam na plantacji bananów i nauczałam w pomieszczeniach, w których jedynymi pomocami dydaktycznymi były tablica i mapa.

 

 

I po co o tym wszystkim piszę, jeśli nie wszyscy mogą pozwolić sobie na takie podróże?  Zdarzają się też tacy, którzy w ogóle nie podróżują, bo nie czują takiej potrzeby. W jakim więc celu zamieszczam ten wpis na blogu edukacyjnym?

Bo sposób w jaki widzę świat: wpływa na moje życie zawodowe.

  • Zawsze potrafię znaleźć pozytywne strony w trudnych sytuacjach.
  • Bacznie obserwuję swoje otoczenie i z ciekawością zadaję milion pytań.
  • Poszukuję niekonwencjonalnych rozwiązań, nie obawiam się zmian, podejmuję wyzwania.
  • Jestem wdzięczna za każdy uśmiech i każdy drobiazg, jak choćby piękny wschód słońca.
  • Wykorzystuję swój czas w pełni i potrafię planować swoje działania.
  • Chętnie wymieniam się doświadczeniami i uczę się od innych.

Czy domyślasz się jak powyższe umiejętności usprawniają moją pracę w szkole?

W pracy z uczniami skupiam się na ich mocnych stronach, eksperymentuję z metodami i rozwiązaniami, w razie problemów nie obawiam się przyznać do winy, poszukiwać pomocy i prosić o rady. Potrafię indywidualizować plan pracy uczniów, wykorzystując ich potencjał. Organizuję spotkania z nauczycielami, podczas których wspieramy się i uczymy się nawzajem. Pamiętam jak ważna jest obserwacja, swoje działania opieram na pełnym wywiadzie i na wszelkich informacjach pozyskanych od rodziców, ucznia, rówieśników i innych nauczycieli. Każdy dzień staram się zakończyć podziękowaniem uczniom za ich współpracę i aktywność, doceniam wysiłek i zaangażowanie, kreatywność i innowacyjność. Pamiętam jak ważne dla mnie było usłyszeć, że coś zrobiłam dobrze.

 

Dlatego w ramach treningu umiejętności, o których wspominałam powyżej, mam dla Ciebie propozycję. Wyjdź na spacer lub pojedź do najbliższego miasta lub wsi, w której jeszcze nie byłaś/eś. Zapytaj przechodnia czy zna historię tego miejsca. Poszukaj osoby, która mogłaby opowiedzieć Ci więcej o tym miejscu, nie chodzi wyłącznie o fakty historyczne, zapytaj o anegdoty, ciekawostki. Wdaj się w rozmowę z obcą osobą i poznaj ją lepiej, zapytaj jak wygląda jej życie, czym się zajmuje. Naucz się czegoś nowego, wyjdź poza strefę swojego komfortu, przeżyj przygodę choćby 2 kilometry od domu. Jeśli mieszkasz w miejscu, o którym nic nie wiesz wcale nie musisz się oddalać, idź z herbatą do sąsiada! 🙂

Uwierz mi, wystarczy zrozumieć, że ciekawość wcale nie jest pierwszym stopniem do piekła, a uprzejmość i chęć poznania nic nie kosztują.

Tego rodzaju zadania wykonywałam jako dziewczynka w drużynie harcerskiej. ZWIADY, jak się okazało, przygotowały mnie zarówno do mojego zawodu tak samo jak i rozwinęły moją pasję. Podobne wyzwanie możesz rzucić swoim uczniom (o organizacji zwiadów przeczytasz w linku zamieszczonym pod nazwą aktywności), opowiedz im o celu takiego działania i zaproponuj, by wykonali je z rodzeństwem lub z rodzicami.

Zwiady połączone z wędrówką podczas obozu harcerskiego. Jak się dobrze przyjrzeć to można znaleźć tutaj czternastoletnią „Rudą” – nawet fryzurę mam tę samą ;).

Na koniec wpisu zapoznaj się z cytatami podróżniczymi, które uznałam za ciekawe. Być może i Ciebie zainspirują do zmiany i chwycenia „wiatru w żagle” – choćby to była podróż na odcinku Wołomin – Kobyłka :).

 

„Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku- tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc- nie widzieć, aby słuchając- nie słyszeć.”

Ryszard Kapuściński

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czy­tają tyl­ko jedną stronę.”

Św. Augustyn

„Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.”

Marcel Proust

„Jak wszyscy wielcy podróżnicy, widziałem więcej niż pamiętam i pamiętam więcej niż widziałem.”

Benjamin Disraeli

 

„Jeżeli nie wiesz, dokąd chcesz iść, nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz.” 

Lewis Carroll

„Cel podróży to nie jest miejsce do którego zmierzasz, ale nowa perspektywa z jaką patrzysz na świat.” 

Henry Miller

„Raz do roku pojedź w miejsce, w którym jeszcze nie byłeś.” *

Dalajlama

*Jak widzicie Dalajlama również nie wspominał o wyprawie na drugi koniec świata, podróże nie ograniczają się wyłącznie do lotów i przeprawy przez oceany:))