Samoakceptacja – czyli o tym dlaczego dajemy przyzwolenie naszym uczniom na poddawanie się

0
196
Czytając fora zarówno nauczycielskie jak i inne, tematyką związane z moimi zainteresowaniami, rozwojem i kursami utwierdzam się w przekonaniu, które zrodziło się we mnie kilka lat temu, kiedy to jeszcze w Polsce uczyłam dzieci ze Specjalnymi Potrzebami Edukacyjnymi i trudnościami w uczeniu się.
Samoakceptacja w ogólnym rozumieniu to: „jestem jaki jestem i muszę się do tego jakoś przyzwyczaić”. Dlaczego uważam, że powinnością nauczycielską i rodzicielską jest wyjaśnienie, że nie jest to właściwe rozumienie tego pojęcia?

Photo by NeONBRAND on Unsplash

Pamiętam jak dziś sytuację, w której jeden z moich podopiecznych, uczeń klasy 5 powiedział mi, że nie będzie od tej pory nic pisał ręcznie „bo ma dysgrafię i bazgrze, a paniom w szkole nie chce się godzinami rozszyfrowywać jego prac domowych”. W ramach naprawczego działania postanowiono więc, że chłopiec ma przynosić ze sobą do szkoły tablet (na koszt rodziców), a prace domowe przynosić wydrukowane lub przesyłać nauczycielom na maila. Biedactwo przez przez kilka tygodni nie mógł zrozumieć, dlaczego na zajęciach ze mną wciąż nie tylko musiał notować materiał omawiany na lekcji ale i ćwiczyć poprawny chwyt pisarski.

Kolejnym przykładem była uczennica klasy 6, z opinią o posiadanej dysleksji, jednak bez większych trudności w uczeniu się, prócz ogromnej niechęci do czytania. Dziewczynka była do tego stopnia przyzwyczajona do „odpuszczania” i wymuszania swoich warunków pracy, że gdy zaczynałyśmy współpracę potrafiła rozpaczać na wieść, że ma przeczytać polecenie do zadania domowego. Trochę trwało, zanim zachęciłam ją do sięgnięcia po książkę z poza listy lektur i podręczników szkolnych („tyle mam obowiązków, a jeszcze mam CZYTAĆ coś dodatkowo?!”). W szkole, nie chcąc wdawać się w za długie i niepotrzebne dyskusje, nauczyciele przestali wymagać by dziewczynka czytała… Przynosiłam jej listy książek, które ja sobie ceniłam będąc dzieckiem, wypytałam o jej zainteresowania i pasje, skomponowałam listę powieści, które pasowały do jej profilu. Niełatwo było też wytłumaczyć jej mamie, że najpierw musimy ją zachęcić do czytania czegokolwiek, pomóc znaleźć jej w tej czynności przyjemność, a później dopiero „zmuszać” do regularnego czytania pozycji obowiązkowych ( których wcześniej nie czytała tylko oglądała wersje filmowe lub odsłuchiwała audiobooki).
Nie raz będąc na praktykach czy wolontariatach słyszałam: „musisz się przyzwyczaić, że nie wszystko ci się uda”, „no widocznie nie masz do tego talentu”, czy „nie każdy może być piłkarzem/piosenkarzem, itp…” DLACZEGO NIE?! Ja z kolei myślę, że każdy może zostać czym tylko sobie zamarzy, ale to z jakim wynikiem i ewentualnym sukcesem zależy od tego jak bardzo będzie się starał, trenował/angażował w osiągnięcie obranego celu.
Musimy sobie ustalić jedno, to nie wzrost czyni koszykarza mistrzem, nie talent pianistę wirtuozem, ani nie sama uroda da aktorce Oscara. Czynnikami, które doprowadzą do tych osiągnięć każdego z wymienionych są: ciężka praca, pasja, silna motywacja zewnętrzna i wewnętrzna, wytrwałość i uczenie się na błędach.
Przykładem mogą być chociażby „mali giganci” – najniżsi koszykarze w historii NBA, Mozart czy Meryl Streep.
A jak to się ma do samoakceptacji?
Otóż mówiąc naszym uczniom, że mają akceptować siebie takimi jakimi są, bez wyjaśnienia, że nie oznacza to, obniżania poprzeczki, poddawania się i przeciętności, OBCINAMY IM SKRZYDŁA.
Temat samoakceptacji jest tematem trudnym, ciężko jest bowiem uzmysłowić im ich słabe i mocne strony i po tym ciężkim nieraz doświadczeniu wytłumaczyć, że teraz decyzja należy do nich: ich słabości mogą się bowiem stać ich barierą lub wyłącznie przeszkodą, którą da się pokonać.
Samoakceptacja to proces, po którym jesteśmy świadomi naszych wad i zalet, wiemy co chcemy z nimi zrobić oraz jak je wykorzystać w dalszym życiu.
Mówiąc o samoakceptacji, ważne jest podkreślenie, iż nie wszystko da się w życiu zmienić, wyćwiczyć czy ukształtować, jednak nasze mocne strony mogą w znaczący sposób przyćmić te słabsze – szczególnie jeśli zadbamy by było ich jak najmniej!
Jeśli nasza uczennica, chcąca zostać prezenterką ma problemy z punktualnością, wadę wymowy i niechętnie uczy się języków – może wyłącznie pomarzyć o takiej pracy.
Dlatego warto do tematu podejść w ten sposób: „jestem niska, wiadomo, tego nie zmienię, ale jeśli chcę zostać prezenterką telewizyjną postawię na swój urok osobisty, wiedzę i zaangażowanie w pracę, a to na pewno zwiększy moje szanse na wykonywanie tego zawodu”.
Dodatkowo zachęcam do zapoznania się z krótką animacją wykonaną przez „Przeciętnego Człowieka” na ten sam temat.
Samoakceptacja to tylko jeden z etapów pracy nad sobą, a nie jej meta! Można bowiem akceptować siebie i wciąż dążyć do ideału:).