Świadomi rodzice pomogą zmienić edukację

2
2016

Mogę śmiało stwierdzić, że jeśli tutaj jesteś, jeśli czytasz mojego bloga, oznacza to, że jesteś nauczycielem poszukującym niekonwencjonalnych rozwiązań, stale zwiększającym poziom swojej wiedzy, chcącym podnosić swoje kompetencje. I nie twierdzę tutaj, że mój blog to skarbnica wiedzy, a ja jestem Alfą i Omegą – jestem jedynie osobą, która przedstawia edukację z innej perspektywy, a co za tym idzie, wychodzę poza ramy tego co nazywamy „obowiązkowym”. Wciąż spotykam wielu nauczycieli, którzy uważają, że studia oraz awans zawodowy to „pełen pakiet” jeśli chodzi o pozyskiwanie kompetencji i kwalifikacji. Więcej nie trzeba. Cieszy mnie jednak fakt, że od kilku lat otaczam się wyłącznie takimi ludźmi, którzy rozwój osobisty i Life Long Learning traktują jako codzienność, potrzebę podstawową jednostki oraz nie doszukują się w tych procesach kary za grzechy czy możliwości do postawienia pytania: „… a kto mi za to będzie płacił”.

W końcu przyszedł czas bym podsumowała swoje przemyślenia na temat roli rodziców w niszczeniu edukacji. Rozwiązania, które opracowałam na podstawie różnorodnych doświadczeń najczęściej spotykają się z natychmiastowym zniechęceniem i oburzeniem: „kto by miał czas na takie zabawy”, „już ja widzę, jak ci rodzice pędzą do nauki” i tak dalej… Wierzę jednak, że nie ma sensu trzymać przemyśleń na ten temat dla siebie, nawet jeśli mam się później mierzyć z niezbyt przychylnymi opiniami na temat moich refleksji. W końcu po to założyłam blog, żeby się dzielić tym co mam do powiedzenia:).

Dzisiejszy post zacznę od kilku pytań:

  • w którym momencie swojej edukacji/pracy zrozumiałaś/eś, że chcesz zmienić system edukacji?
  • ile lat studiów, warsztatów, szkoleń pomogło Ci zrozumieć, że obecny system bazuje na przestarzałych metodach, nieadekwatnych w procesie nauczania nowych pokoleń?

Zastanów się, pomyśl dokładnie czy w ogóle pojawiły się u Ciebie takie przemyślenia, być może świetnie radzisz sobie w aktualnych warunkach nauczania, osiągasz znakomite efekty i nie potrzebujesz żadnych ani odgórnych ani oddolnych zmian. Żadna z odpowiedzi nie czyni z Ciebie złego czy dobrego nauczyciela.

 

Jeśli już odpowiedziałeś na pytania, to powiedz mi, skąd rodzic, który nie ma wykształcenia pedagogicznego miałby wiedzieć, że testowanie czy zamęczanie uczniów sprawdzianami i pracami domowymi jest złe? Przecież sam to przeżył i nie narzeka, jeśli w jego przypadku zadziałało, to czemu miałoby nie działać teraz? Tego rodzaju myślenie obserwujemy na każdym etapie edukacyjnym. Co więcej, zdarza się również, że i nauczyciele myślą w ten sposób.

Nasz zawód jest bardzo narażony na konfrontacje, podważanie kompetencji oraz ingerencje z zewnątrz. Jesteśmy stale oceniani, stawiani pod ścianą, zarzuca nam się brak wiedzy, zdolności, podejścia do ucznia i wiele innych. Wszystko to wynika z faktu, że jako zawód, jako całość, daliśmy sobie wleźć na głowę. Pamiętam rozmowę z jedną ze współpracownic z Finlandii, opowiadała mi o tym, jak trudno jej zrozumieć, że ludzie okazują szacunek i pełne zaufanie lekarzom czy prawnikom, a do szkoły przychodzą wymagać i żądać. Według niej nie do zrozumienia jest fakt, iż przedstawiciele tych trzech zawodów spędzają praktycznie tyle samo czasu ucząc się, studiując, dokształcając by w jak najlepszy sposób pełnić swoje usługi, jednak z jakiejś przyczyny, nauczyciele jako grupa zawodowa, nie zasługują ani na wyrównane pensje ani na przysługujący autorytet. A dzieję się tak bo…

BRAK NAM POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI, ZAUFANIA DO SIEBIE NAWZAJEM ORAZ DUMY.

Wyobrażacie sobie scenę, w której rodzic dziecka przychodzi do lekarza i ŻĄDA aby ten zmienił metody leczenia, dodatkowo poświęcał mu więcej czasu, warto by było, aby sprawdził też jego pociecha nie ma żadnych innych chorób, tak na wszelki wypadek, bo inne dzieci mają, wymagając zatem zlecenia wszelkich innych badań – oczywiście na cito i z poszanowaniem planu dnia rodziny. Jedyna odpowiedź jaką mogę sobie wyobrazić, to: „proszę skontaktować się z innym lekarzem”. Lekarze czy prawnicy raczej rzadko pozwalają odebrać sobie autorytet. Jeśli ktoś nie zgadza się z ich osądem – droga wolna, proszę skonsultować się z kimś innym. W podobnej sytuacji nauczyciel już leciałby do domu przygotowywać testy na inteligencje, PDW, skierowanie do poradni psychologiczno – pedagogicznej i pakiet zadań dodatkowych by określić talenty. I wszystko na jutro, żeby tylko sprawa nie trafiła do dyrekcji, bo stamtąd żadnego wsparcia, to rodzice muszą być zadowoleni.

I tak to wygląda w naszej rzeczywistości, kto ma być zadowolony z kształcenia? Kto zbiera pochwały za wszelkie dyplomy, rekordy i wysokie wyniki? Kto pilnuje „rozwoju” i czeka na pięć tysięcy kartkówek, egzaminów, dyktand, sprawdzianów, testów… Rodzice i dyrekcja szkoły. Jedni odpowiadają przed drugimi, są nierozerwalnie zależni i to właśnie ta relacja najczęściej niszczy edukację oraz potencjał uczniów i nauczycieli.

 

Wyobraź sobie, Pushpalata British International School, placówka, w której aktualnie pracuję to niesamowicie zorganizowana szkoła. Świetny plan, metody, wyszkolona kadra, rewelacyjne miejsce dla optymalnego rozwoju. Po przeczytaniu planu dnia byłam zachwycona. Zresztą spójrz:

„AKADEMIA – 09:10

Książki, notesy, projekty, modele, multimedia i proces uczenia się, gdzie samodzielne odkrywanie jest nieskończone.

PRZEKĄSKA – 10:25

Odśwież z pysznymi i zdrowymi przekąskami, aby w pełni sił zdobywać wiedzę i umiejętności.

RÓŻNE WYMIARY – 10:30

Rozwijaj krytyczne myślenie, rozwiązywanie problemów i umiejętności językowe, które zachęcą dzieci do wykorzystywania wiedzy w praktyce.

OBIAD – 12:35 PM

Regeneruj energię dzięki naszemu wyśmienitemu posiłkowi, dostarczonemu do własnej stołówki. Kompletne menu od przystawki do deseru, które będzie wspomagać dzieci do końca aktywnego dnia nauki.

ODKRYWCZE UCZENIE SIĘ – 01:05

Po obiedzie odkrywaj swoją przyszłość poprzez cyfrowe uczenie się, badaj przez sieć i wizyty w laboratoriach lub zanurz się w przeszłości, przywracając do życia swoje ulubione postacie z Szekspira i Miltona poprzez  improwizację, Dramę i wspólne czytanie w bibliotece.

PRZEKĄSKA – 01:45

Czujesz się szczęśliwie wyczerpany? Odśwież się smakiem świeżego soku owocowego lub mleka wzmacniającego umysł.

REFLEKSJA I ODPOWIEDŹ – 01:50

Refleksje, wymiana myśli z nauczycielami przed zakończeniem bogatego w wiedzę i doświadczenia dnia i przygotowanie się do nowego wymiaru nauki, zaraz po przerwie!

UMIEJĘTNOŚCI OGÓLNE – 02:10

Sport, muzyka, sztuka i inne zajęcia pozalekcyjne są uważane za mile widziane wytchnienie od lekcji. Rozwijaj swój talent twórczy i odmładzaj umysł i ducha. Zwiększaj umiejętności językowe poprzez wygłaszenie przemówienia, debatę na temat współczesnych zagadnień lub rozpalanie wyobraźni. Uspokój umysł, grając na gitarze; graj na pianinie lub śpiewaj w naszym szkolnym chórze; doskonal swój kunszt artystyczny z kolorami lub wełną; zdobądź umiejętności samoobrony poprzez karate; sprawdź siłę swojego umysłu poprzez szachy; opanuj prędkość poprzez jazdę na rolkach; ćwicz percepcję wizualną poprzez fotografię.

MODLITWA – 03:10

Dziękczynna Modlitwa do Boga za bycie z nami na każdym kroku, po którym następuje rozejście się do domów lub kolejnych aktywności. *

SKAKANKA – 03:15

Omiń leniwy tryb życia i zachowaj kondycję dzięki codziennemu 15-minutowym zawodom na skakance.

PO SPORTACH SZKOLNYCH – 03:30

Po szkole i wciąż pełen energii? Czy byłby to tenis klasy światowej w naszym nowo wybudowanym syntetycznym korcie tenisowym, stawanie się coraz lepszym graczem w piłce nożnej lub badmintonie, celowanie wysoko w koszykówce czy pływanie na basenie basenie? Wybór należy do ciebie!”

Opis tłumaczony, starałam się zachować oryginalny styl tekstu, niektórym może się on wydawać niepoprawny – myślę, że w języku angielskim brzmi znacznie lepiej;)).

* Jak już wspominałam na INSTAGRAMIE Indie to kraj, który pod względem religijności powinno się naśladować na całym świecie. Szacunek dla odmienności, tolerancja i wspólne modlitwy oraz obchodzenie świąt według kalendarzy 3 głównych religii – absolutnie piękna kultura. Uczniowie modlą się do BOGA, bez wymieniania jego imienia, zatem każdy z nich odnosi się do swojej wiary podczas wspólnej modlitwy. Prośba o cierpliwość, zapał, energię, błogosławieństwo dla rodziny i przyjaciół oraz miłość – są to główne elementy modłów.

 

Brzmi wspaniale nieprawdaż? Tyle czasu i przestrzeni do rozwoju, wolność, autonomia, samodzielność, odpowiedzialność – nie wiem jak Ty, ale ja czytając ten tekst wyobrażałam sobie szkołę marzeń, fantastyczny sojusz metod i niesamowite warunki do pracy. I nie zrozum mnie źle, szkoła jest rewelacyjna pod wieloma kątami, jednak realia różnią się od opisu. Przyczyną, jest relacja, o której Ci wspomniałam.

 

 

RODZICE I DYREKCJA

Pamiętacie jak wspominałam, że w PBIS dzieciaki uczęszczają do szkoły od 3 roku życia? Dla mnie nie ma w tym nic dziwnego ani strasznego, bo na podobnej zasadzie działają szkoły w Holandii i widziałam jak dużo „dobrego” robi się tam z dziećmi w tak młodym wieku. Uważam też za rewelacyjny pomysł, iż maluchy uczą się od początku wszystkiego w języku angielskim, w naszym rejonie w domach mówią w TAMIL, z kolei w szkole po angielsku, a w kolejnych latach również w Hindi i innych, wybór należy do uczniów (zatem oczywiście do rodziców). Przyjeżdżając oraz mając w pamięci zajęcia w holenderskich szkołach nie spodziewałam się jednak, że uczniowie w wieku 3 lat uczą się tutaj pisać, czytać, liczyć… i wielu, wielu innych rzeczy. Skąd ten pośpiech? Rodzice nie lubią czekać tutaj na efekty. „Konkurencja jest niebywale liczebna, zatem trzeba wykorzystywać czas w pełni.”

 

Odkąd przyjechałam – 2 tygodnie – już 3 sytuacje dały mi sporo do myślenia. Opiszę tutaj dwie z nich.

  • podczas wykonywania projektu, usłyszałam, że powinnam wprowadzać jak najwięcej metod, których nauczyłam się w Holandii, Polsce i Finlandii. Dzień przed prezentacją plakatów poproszono mnie bym poprawiła (samodzielnie!) części pracy, które według dyrekcji są mało reprezentatywne. Uczniowie zrobili to sami, byli dumni ze swojej pracy, fajnie, fajnie – jednak rodzicom tego pokazać nie możemy, bo tu brzydko, w ogóle dzieci paskudnie piszą, więc lepiej żebym sama napisała, bo wstyd przed rodzicami. Mało z krzesła nie spadłam. Oczywiście zrobiłam po swojemu… Projekt w całości wykonały dzieciaki, poprosiłam je tylko o poprawienie tekstu.

 

  • W tym tygodniu aż trzy dni nie miałam zajęć, powód? EGZAMINY. Uczniowie od klasy 1 (6 lat) od godziny 9 do godziny 14:00 z przerwami na posiłki i napoje pisali egzaminy ze wszystkich przedmiotów. Kiedy zapytałam, czy są to egzaminy roczne sprawdzające poziom wiedzy i umiejętności, okazało się… że odbywają się one co miesiąc – na prośbę rodziców, aby mogli monitorować postępy swoich dzieci. Nauczyciele wiedzą jak bezsensowny jest to proces, ile stresu wprowadza oraz jak negatywne skutki za sobą niesie, jednak są bezsilni, ich tłumaczenia oraz wiedza jest w tym momencie zbędna.

 

 

Dużo rozmyślam nad tym, jakim sposobem dyrekcja daje się tak manipulować rodzicom, w jaki sposób wykształceni i kompetentni ludzie dają sobie wmówić co jest lepsze dla uczniów. Kto stwierdził, że to rodzice wiedzą lepiej jak ma wyglądać edukacja ich dziecka. Oczywiście, rozumiem, że rodzice chcą mieć wpływ na edukację, brać w niej czynny udział, jednak narzucanie swoich pomysłów wydaje mi się abstrakcyjne. Tak jakbym zatrudniając wykwalifikowanego architekta stwierdziła, że nie chcę mieć ścian w domu, bo w ten sposób będę mniej wydawać na oświetlenie, a po za tym wiem co jest dla mnie i mojego domu najlepsze. Ludzie studiują lata (licencjat, magisterka, podyplomowe, wielu nauczycieli także z doktoratem…), a tu wpada Pani Kowalska i krzyczy od drzwi, że widziała w TVN, że teraz wszystkie dzieci muszą mieć talenty więc ona żąda, żeby jej Krzysiowi też jeden lub dwa znaleźć. I jako pedagog zdolności absolutnie uważam, że diagnoza talentów i zdolności powinna być elementem pracy pedagogów i obejmować wszystkie dzieci, jednak forma zgłoszenia takiej potrzeby przez opisaną tutaj Panią Kowalską zupełnie mi nie odpowiada, dodam tylko, że sytuacja tego typu zdarzyła mi się tylko trzy razy, wolę nie myśleć o codzienności szkolnej nauczycieli w Polsce.

 

 

Mieszkając w Kolumbii mogłam przyjrzeć się szkołom prywatnym oraz porozmawiać zarówno z nauczycielami jak i rodzicami na temat tego w jaki sposób dokonują wyboru szkół, jak wygląda rekrutacja i współpraca tych dwóch grup. Wyobraźcie sobie, że w niektórych, prestiżowych szkołach, to rodzice przechodzą szkolenia oraz przyzwyczajani są do metod pracy szkoły. Potencjalni uczniowie uczęszczają na lekcje pokazowe, na których to obie strony są oceniane. Rodzice są uświadamiani, na jakich zasadach będzie funkcjonowała praca z uczniem oraz czego mogą się spodziewać. Jeśli na jakimś etapie jedna ze stron uzna, iż warunki nie są takie jakie by sobie życzyli, szuka się innej szkoły.

 

 

Sądzę, że to jest właśnie pierwszy krok do rozwiązania tego narastającego konfliktu. Rodzice uważający, że wiedzą coraz więcej na temat nauczania (bo czytają poradniki, co im się absolutnie chwali, jednak nie daje im to prawa do narzucania nauczycielom swoich wizji) oraz Ci, którym zupełnie nie zależy i nie interesuje ich w jaki sposób dzieci się uczą, powinni być zapraszani na lekcje pokazowe, zapoznawani z podstawową wiedzę na temat metod, ich skuteczności oraz dlaczego to właśnie one będą wykorzystywane w procesie nauczania ich dziecka.

Powinny istnieć kontrakty „rodzicielsko – nauczycielskie” określające w jaki sposób widzą swoją współpracę oraz w jakich wypadkach obie strony mogą zgłaszać obiekcje. Warsztaty dla rodziców prowadzone przez specjalistów, łączone z konsultacjami z psychologiem bądź pedagogiem szkolnym, mające na celu wyposażyć rodziców w niezbędne umiejętność aby radzić sobie w sytuacjach problemowych, a co za tym idzie nie zrzucać całej odpowiedzialności za problem na nauczyciela i szkołę, w przypadkach chociażby uzależnień*, aktów samookaleczania, agresji, depresji, stanów lękowych i wielu innych.

 

* internet, alkohol, nikotyna, narkotyki, gry czy inne używki to nie jest już wyłącznie problem na etapie gimnazjum czy liceum, coraz więcej dzieci ociera się o uzależnienia już w szkole podstawowej – i to właśnie jest moment, żeby reagować oraz działać prewencyjnie

Gdyby szkoły zainwestowały trochę czasu na etapie przyjmowania uczniów, wprowadzenia rodziców w swoje zasady i zbudowały relację opartą na wzajemnym szacunku nauczycieli i rodziców sytuacja mogłaby ulec ulepszeniu.

 

 

Chciałabym być dobrze zrozumiana – mówiąc na etapie przyjmowania uczniów do szkoły mam na myśli zarówno placówki prywatne jak i publiczne. Nawet uczniowie, którzy są przyjmowani „rejonowo” mogą wraz z rodzicami zostać zaproszeni na dni adaptacyjne, w celu zapoznania się z kadrą, innymi uczniami i zasadami panującymi w placówce.

 

 

Ależ się dziś rozpisałam… Długo ten temat krążył po mojej głowie i zahaczał o kolejne sprawy. Dlatego być może opis może wydać się odrobinę chaotyczny, mam jednak nadzieję, że w pełni zrozumiesz mój przekaz. Pamiętaj nie musisz się ze mną zgadzać, chętnie przeczytam jeśli masz zupełnie inne stanowisko w tej sprawie lub widzisz inne rozwiązania. Zawsze chętnie poddaje wątpliwości moje teorie i przemyślenia, zatem nie miej obaw przed napisaniem komentarza, konstruktywna krytyka jest tutaj zawsze mile widziana 🙂 .