Trendy w edukacji – moda na szybkie i niewymagające wysiłku rozwiązywanie problemów

1
1083
Lawinę dzisiejszych przemyśleń wywołał następujący tytuł artykułu na EDUGOG NA FACEBOOKU:
(tł. Fiński system edukacyjny zawodzi. Czy powinniśmy zacząć obserwować Azję?)
.
Nie będę się skupiać na przedstawionych pod linkiem treściach*, a wyłącznie na przemyśleniach, które od paru lat chodzą mi po głowie. Tytuł tekstu po prostu idealnie zobrazował, że nadszedł moment na tego rodzaju post.
.
* Materiał został napisany w języku anielskim, a niestety nie mogę po prostu wszystkiego przetłumaczyć w stawić tutaj.
 .
Problemem współczesnego świata jest szukanie wszystkiego co „szybko i skutecznie rozwiąże problemy”. Na problemy z wagą, zamiast iść na siłownie ludzie łykają tabletki, piją herbatki i kupują maszyny, które mają działać i dawać efekty bez wysiłku. Na problemy z pamięcią i koncentracją, zamiast poczytać, zmienić dietę, wyjść na spacer, wlewamy w siebie litry kawy, czy innych energetyków i bierzemy suplementy z apteki, składu których nawet nie czytamy. Tak samo z edukacją. Nie oszukujmy się, od czasu deformy jest u nas naprawdę źle, jednak nie ma sensu też udawać, że wszędzie gdzie nas nie ma jest lepiej. Bo nie jest. Każdy system ma swoje wady i zalety, każdy przechodzi kryzysy, zarówno te związane ze zmianami zachodzącymi na świecie, jak i te spowodowane przez wieczne zawirowanie polityczne. Do rzeczy. W wielu krajach, zgodnie z aktualną tendencją, zauważono że gdzieś tam, w tym przypadku w Finlandii, jest lepiej i zaczęto rozpisywać się nad tym jakby to było gdyby. I tak powstał trend „zróbmy sobie Finlandię”, który trwał mniej więcej 4 lata (ewidentnie ostatnio kończył swoja karierę, co dało się zauważyć w blogosferze, a przywołany powyżej nagłówek tylko potwierdza te domysły).
.
.
Ilość artykułów poświęconych malkontenctwu, nic niewnoszącym dywagacjom, pustosłowiu i po prostu kłamstwom (!!!) na temat tamtejszego systemu edukacyjnego zalała internet wzdłuż i wszerz, nie tylko na stronach skierowanych do polskich odbiorców. O dziwo, przy takim zachwycie naprawdę garstka ludzi, ruszyła by faktycznie coś zbadać lub w praktyce zastosować metodologię Finów. Powstało kilka książek, przeprowadzono masę konferencji narodowych i międzynarodowych, na których Finowie lub nauczyciele uczący w Finlandii mogli podzielić się swoimi pomysłami i wnioskami – fenomen trwał, choć tak naprawdę, rzadko można było spotkać kogoś kto powiedziałby „pracuję z uczniami według fińskich metod**”.
.
** Warto byłoby wyjaśnić, że nie ma czegoś takiego jak fińskie metody, Finowie korzystają z sojuszu metod oraz udoskonalają edukację różnymi ciekawostkami ze świata.
 .
.
Od dawna martwił mnie fakt, że artykuły, w których wyłącznie wytyka się braki rodzimego systemu (niezależnie od tego, który dla kogo jest rodzimy), nie nadając myślom tonu optymizmu i nadziei, nie podając żadnej alternatywy, a jedynie punktując w sposób pozbawiony jakiejkolwiek refleksji:
1. „Tam jest lepiej bo mają mniejsze klasy.
2. Tam jest lepiej bo mają większe sale.
(…)”.
Takie teksty latają po internecie jak szalone, udostępniane po 1000 razy.
Dla odmiany, jak już ktoś się pokusi o research, stworzy gotowy scenariusz z wykorzystaniem konkretnych, efektywnych metod, napracuje się żeby dostosować techniki do rodzimego reżimu podstawy programowej i ograniczeń prawnych – jego wysiłek pozostaje najczęściej bez echa.
I broń borze leśny, nie użalam się tutaj nad sobą, tylko próbuję stwierdzić fakt, wskazać, gdzie widzę błąd. Ludzi piszących o fińskim, duńskim, brytyjskim, japońskim, kanadyjskim, czy innych systemach – w internecie jest mnóstwo. I najczęściej Ci, którzy mają coś do powiedzenia, mają 100 odsłon postu. Tak to jest – marnujemy potencjał wymiany informacji i dostępu do wiedzy. Ale też nie da się być wszędzie i przeczytać wszystkiego. Sama również cierpię na zbyt krótką dobę. 
.
.
Jednak w przytoczonym artykule, na który uwagę zwróciłam ze względu na tytuł (który po mojej głowie chodził od dawna), musimy zauważyć pewną tragiczną zabawę „modą”. Teraz wszyscy „fani” systemu fińskiego, muszą zacząć wyszukiwać dane na temat Singapuru, Indii czy Japonii. Azja bierze szturmem egzaminy międzynarodowe, a to oznacza, że być może dyscyplina, tak krytykowana w ostatnich latach, popłaca. Już widzę te nagłówki na blogach; „Jednak zabawa i czas wolny nie są efektywne w nauczaniu”, „Finlandia wcale nie taka świetna”, „Okazuje się, że…”. Finlandia sobie z tym poradzi – tak sądzę.
.
Pamiętacie projekt WYMIANA NAUCZYCIELSKA – ROZMOWY MIĘDZYNARODOWE? To właśnie w nim przeprowadziłam wywiady z nauczycielami z kilku państw, w tym z Finlandii i bezpośrednio od nich dowiedziałam się jak wygląda edukacja z ich punktu widzenia. W podsumowaniu części o fińskim systemie przypominałam o tym, że sami nauczyciele już od 3 lat zauważali pogarszanie się stanu szkolnictwa w ich kraju. Politycy bowiem pomyśleli, że skoro szkoły uzyskują takie świetne wyniki, nie zaszkodzi obciąć im finansowania. I tak, z roku na rok wprowadzając „udoskonalenia” zepsuli to, co budowali przez 30 lat – brzmi znajomo?
.
Dla tych, którzy nie mieli okazji przeczytać wypowiedzi nauczycielki ze szkoły podstawowej w Turku, podsyłam linki. Jeśli czerpać wiedzę to najlepiej u źródła:
.
.
 .
Celem niniejszej wypowiedzi, jest zwrócić Waszą uwagę na to, by przestać ślepo podążać za trendami. Tak w internecie jak i w życiu, wszystko ma swoje 5 minut. Po ich upływie, umniejszamy wartości kogoś lub czegoś tylko dlatego, że zmieniła się moda i coś innego jest na topie. Uważam, że to błędne koło. Dlatego pomyślałam, że możemy stworzyć wspólnie listę faktów, o których nie będzie można nam zapomnieć. Zacznę tutaj, resztę możemy uzupełniać w komentarzach:
.
1. To że Finowie przestali zajmować pierwsze miejsca na listach wyników egzaminów międzynarodowych nie sprawia, że ich system jest bezużyteczny i nieefektywny.
.
2. To, że azjatyckie szkoły osiągają niesamowite wyniki to fakt, nie oznacza on jednak, że tamtejsze systemy są rewelacyjne – zapamiętajmy że egzaminy mierzą jedynie pewne aspekty pozyskiwania wiedzy, nie zaś jakość nauczania i wartość przekazywanych treści. Zamiast ekscytować się wynikami sprawdź jakie podejście mają do uczniów, jakie są ich cele edukacyjne i jak wygląda życie w danym kraju – to mówi znacznie więcej niż rubryczki PISA.
.
3. Jeśli jakiś system robi na mnie wrażenie, znajduję źródła, z których mogę się dowiedzieć jak wykorzystać tamtejsze pomysły w swojej klasie, nie adoruję bezrefleksyjnie, wykorzystuję inspiracje.
.
4. Kierowanie się trendami doprowadzi wyłącznie do chaosu i braku konsekwencji w nauczaniu, przyniesie to jeszcze gorsze skutki niż bazowanie na nauczaniu tradycyjnym od początku do końca.
.
5. Systemy edukacyjne budowane są na wielu filarach, jednym z najważniejszych są aspekty kulturowe – to właśnie przez nie nie da się wydrukować sobie fińskiej czy holenderskiej podstawy programowej i oczekiwać takich samych efektów po ich wprowadzeniu.
.
6. Nie marnuję czasu na porównania i marudzenie – jeśli z jakichś względów nie podoba mi się to co i jak robię, to zmieniam to na tyle na ile mogę. Szukam alternatywy, opracowuje inne podejście.
.
7. Weryfikuję treści, nie łykam wszystkiego jak pelikan i nie przekazuje nieprawdziwych informacji. Za to jeśli czegoś już się nauczę i wiem, że jest to wiedza lub umiejętność wartościowa – dzielę się nią z innymi. Zarówno za pośrednictwem bloga, fanpage jak i podczas warsztatów i konferencji.
.
8. Jeśli znalazłam w jakimś systemie coś dla siebie (metodę, technikę, narzędzie) to nie rezygnuję z niego tylko dlatego, że tam już nie odnosi sukcesów – obserwuję moich uczniów, bo to do nich dostosowuję mój styl nauczania. Jeśli i w przypadku moich dzieciaków coś nie gra, szukam innej drogi.
.
.
Jakie Wy, czytelnicy Educational Eden, macie zasady, które stosujecie bez względu na przemijające trendy i wciąż zmieniane rozporządzenia?
.
.
.

Pamiętajcie, że wszystkie linki w artykułach na Educational Eden ukryte są pod frazami napisanymi wielkimi literami, wyświetlającymi się na żółto, wystarczy w nie kliknąć by przejść do odpowiednich materiałów.