Uczeń w roli wolontariusza – pomagamy Bankom Żywności!

1
232

Zacznę od początku, choć ciężko mi zebrać myśli. Dzień jak co dzień, a jednak, przy okazji tego doświadczenia poznałam nasze dzieciaki na nowo.

Dzięki całkiem fajnej organizacji mogłam wszystko obserwować trochę „z boku”, nie musząc wykonywać żadnych poważnych zadań, mogłam skupić się na pomocy dzieciom, przyglądaniu się ich zachowaniom i interakcjom, a przy okazji, każdemu poświęcić tyle czasu ile potrzebował. Poproszono nas byśmy ustawili się przy wejściu na halę Auchan i przekazywali ulotki z informacjami o akcji. Na początek wyjaśniłam dzieciom po co się zebraliśmy w tym miejscu, co możemy dziś zrobić dla innych i na czym polega nasze zadanie.

Dzieciaki przeżyły mały szok, bo po rozdaniu pierwszej partii ulotek (około 20 na każde dziecko) zaczęli świętować i krzyczeć, że już skończyli :D. To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, (po wcześniejszym przedstawieniu Tomka, mojego przyjaciela, który pojechał z nami na wolontariat i wyjaśnieniu, że jeśli będą mieli ochotę, będą mogli zmienić zadanie i ruszyć na zbiórkę funduszy) każdy z uczniów przynajmniej raz podjął próbę zamiany obowiązków:). Od Tomka wiem, że dzieciaki zachowywały się świetnie, bardzo odpowiedzialnie podchodziły do zbiórki pieniędzy i pięknie zagadywały ludzi oraz zachęcały do zapoznania się z inicjatywą Banków Żywności.

 

Ogromne wrażenie zrobiło na mnie jedno z wydarzeń tego dnia, chciałabym, żebyście zapoznali się z jego przebiegiem.

Jedno z dzieci nie czuje się komfortowo w nowych sytuacjach, czasem potrzebuje więcej czasu żeby oswoić się z nowymi osobami. Wiedziałam, że może się okazać, że nie będzie miało ochoty na żadne interakcje ani wykonywanie jakichkolwiek zadań, zależało mi jednak, żeby nam towarzyszyło i mogło w swoim czasie przekraczać swoje granice – o ile będzie miało na to ochotę. Jedno z dzieci zapytało mnie, dlaczego nie wszyscy rozdają ulotki. Obawiałam się, że zostanie to odebrane jako atak, narzucanie pewnych zachowań i powinności, na szczęście jednak udało nam się w bardzo przyjaznej atmosferze wyjaśnić, że nie wszyscy czują się komfortowo w takich sytuacjach, na co zadający pytanie uczeń odpowiedział: „rozumiem, też nie mam czasem ochoty czegoś robić, to jest w porządku.” I wrócił do swojej „pracy”. W tym czasie zachęcałam dziecko aby przeczytało sobie ulotkę, podawało kolejne partie naszym dzieciom, szukałam pomysłów jak je zaangażować w obrębie strefy jego komfortu. Po przerwie śniadaniowej (po około 1,5 godziny od przyjścia) ów dziecko poprosiło mnie o plik ulotek. Cały czas rozmawialiśmy o tym, że kiedy poczuję chęć wręczenia ulotki, może „iść za ciosem”, a jeśli mu się to nie spodoba, nie będzie musiał powtarzać tej czynności. Najważniejsze, żeby czuło się z tym dobrze. Mieliśmy wszyscy sporo czasu na fajne rozmowy, w piątki o poranku nie ma zbyt wielu klientów (ważnym jest by zaznaczyć, że żaden który przyszedł nie mógł się oprzeć urokowi dzieciaków, więc sądzę, że spokojnie można by stwierdzić, że wszyscy obecni wiedzieli o akcji charytatywnej 🙂 ). W międzyczasie, dzieciaki dostały czekolady, lizaki i soczki od obsługi sklepu i klientów, w ramach podziękowania za ich wysiłek i zaangażowanie w pomoc innym. Takie gesty tylko wzmacniały ich determinację, aby zebrać jak najwięcej jedzenia dla potrzebujących. Po jakimś czasie uczeń, o którym była mowa, oddał mi plik ulotek, zostawiając sobie jedną z nich. Zapewniłam, że kiedy będzie je chciało odzyskać, będą czekać. Po chwili, niepewnie, wyruszyło na przód i wręczyło komuś swoją ulotkę (muszę też dodać, że przebić się przez mur wyciągniętych rąk z ulotkami to również było wyzwanie 🙂 ). W oczach szczęście, mowa ciała jeszcze wskazywała na przeżywane emocje – i w tym momencie usłyszałam ucznia, który wcześniej zadał pytanie: „Brawo! Teraz jeszcze więcej osób będzie wiedziało” (dokładnie nie pamiętam komunikatu, jednak przekaz podprogowy i wsparcie było wzruszające). Zapytałam się jak się czuje dziecko, które właśnie przełamało swoje obawy. „Dobrze, to miłe uczucie”. Do zakończenia dyżuru uczeń, rozdał jeszcze 3 ulotki, poszedł na spacer po centrum handlowym z innym opiekunem i zbierał fundusze, a później wręczał naklejki stojąc przy koszu z jedzeniem. Będąc świadkiem tych sytuacji w głowie cały czas krążył mi cytat „Nie wszyscy, nie tak samo, nie w tym samym czasie”.

 

Dzieciaki wspólnie podjęły decyzję o tym, aby czekolady, które otrzymali przekazać potrzebującym (z wyjątkiem jednej, którą mają do podziału między sobą). Po naszej pracy, dzieci zaprosiły Tomka do nas do szkoły, już na miejscu zapoznali go z naszymi zasadami, oprowadzili po budynku i omówili, czego mógłby ich nauczyć 🙂 . Zupełnie pomijając fakt, że były to zachowania skierowane w kierunku mojego znajomego, dzieciaki kolejny raz pokazały, że potrafią okazywać wdzięczność, wprowadzić kogoś do naszej rzeczywistości szkolnej i rozmawiać o tym co inni mogliby „dać” im, a co oni mogliby zrobić w zamian („Ty nas nauczysz, a my Cię będziemy słuchać”).

 

Jeszcze raz, prosto z serca, dziękuję rodzicom uczniów za zaufanie, za możliwość nauczania zgodnego z moim zamysłem i planami, które rodziły się w mojej głowie od wielu lat. To było niezwykłe doświadczenie.

 

 

Na koniec jeszcze co ciekawsze urywki rozmów, które zapamiętałam:

„-Przyniosłam trochę ryżu i olej.

– Mam nadzieję, że nie palmowy.”

„- Tyle cukierków im kupili? Po co im tyle cukierków?!

– Cukier daje energię, będą mieli jej dużo żeby gotować ten ryż”

„- O jakie cudowne dzieci, co tutaj rozdajecie?

– Jedzenie.

– A dla kogo to jedzenie?

– … Dla tych co wchodzą do sklepu.

– A to tak za darmo?

– Nam nikt nie płaci.” (Ta rozmowa miała miejsce na początku akcji, zdaje się, że dziecko chciało powiedzieć, że ulotki rozdajemy.) 🙂

 

W autobusie też było wesoło:

„- Znam tę okolice. Kiedyś jechałam z mamą na zakupy, to było trochę dawno ale też niedawno. I szukałyśmy… … … Czegoś. I jechałyśmy i ja tu byłam. Nie, jednak to nie były zakupy. Nic nie szukałyśmy.” (Swobodne wypowiedzi opanowane do perfekcji:D)

„Ja się dzisiaj zarobiłam. Aż mi się plecy spociły.”

 

Off-topic, podczas akcji, rozmawiałam z pracownikami Auchan, niegdysiejszego Reala, z którymi pracowałam jako harcerka przez kilka lat, zaczynając 19 lat temu, pomagając kupującym w pakowaniu zakupów. W związku z tym, patrząc na nasze dzieciaki, niewiele młodsze niż ja wtedy, miałam naprawdę fajne odczucia względem tego, jak i kiedy ukierunkowało mnie życie.