Wymiana nauczycielska – przemyślenia i opinie włoskiej nauczycielki

1
3914

W projekcie „Wymiana nauczycielska – rozmowy międzynarodowe” mieliśmy już okazję przeczytać o przemyśleniach na temat systemów szkolnych pracowniczek szkół w Finlandii i Hiszpanii. Dziś rozpoczynamy trzeci etap projektu, w najbliższych tygodniach skupimy się na poznaniu systemu włoskiego. Jestem ciekawa czy macie już jakieś informacje na temat tamtejszego szkolnictwa. Większość pedagogów/nauczycieli zna urodzoną i pracującą we Włoszech założycielkę Casa dei Bambini, Marię Montessori, w internecie roi się od jej zwolenników, choć zdarzają się także przeciwnicy. Jednak czy ogólnokrajowa machina szkolna w czymkolwiek przypomina wybitny system zwany Metodą Montessori?

Do rozmowy zaprosiłam nauczycielkę z Mediolanu, Mariellę Tieghi.

Na zdjęciu z Mariellą – rozmowę o edukacji przeprowadziliśmy w iście włoskim stylu!

Bez dalszych wstępów zapraszam do czytania:).

  1. Co jest najmocniejszą stroną systemu według włoskich nauczycieli? Co sobie najbardziej chwalą? Chodzi zarówno o sprawy organizacyjne, jak i to co przyczynia się do rozwoju ucznia.

Zalet systemu jest kilka, na pewno naszą mocną stroną jest integracja i włączanie dzieci ze Specjalnymi Potrzebami Edukacyjnymi lub dzieci nieznających języka włoskiego (emigranci i uchodźcy). Uczniowie tacy zostają objęci opieką asystenta nauczyciela, który dba o to, by program, który ma być realizowany został dostosowany do ich indywidualnych predyspozycji. Ucząc się języka włoskiego, dzieci „wrzucane są na głęboką wodę” nie odsuwa się ich od grupy, nie organizuje oddzielnych zajęć, Włoscy nauczyciele uważają, że nauka języka jest najbardziej efektywna gdy poddajemy się stałej stymulacji i nie dajemy sobie możliwości na opóźnianie nauki.  Dodatkowo ważnym aspektem jest integracja z grupą i pomoc w jak najszybszym budowaniu relacji i więzi z rówieśnikami.

I mimo, iż w mojej ocenie nauka języków nie jest najmocniejszą stroną włoskiego systemu uważam, że taki sposób włączania działa całkiem sprawnie.

 

Kolejną mocną stroną systemu jest niezależność nauczycieli – mogą oni dowolnie wybierać metody i formy nauczania, terminy omawianych treści, dostosowywać wymagania podstawy programowej do indywidualnych możliwości uczniów (choć akurat z tej opcji rzadko korzystają).  Nikt nie sprawdza nauczycieli pod kątem realizacji podstawy programowej, jednak ze względu na egzaminy standaryzowane starają się podążać za wytycznymi.

 

Jedną z ciekawszych zalet jest fakt, że szkoły publiczne są uznawane za lepsze od szkół prywatnych (z wyjątkiem szkół katolickich, które rozpatrywane są jako bardzo dobre), a co za tym idzie, w jednej klasie możemy uczyć na przykład dzieci uchodźców i dyplomatów czy najbogatszych ludzi w kraju. Sądzę, że jest to ciekawa ze względu na to, iż uczymy dzieci i młodzież, że jest to odbicie realnego świata, w którym często przychodzi nam współpracować mimo różnego stanu konta czy podziałów społecznych. Myślę również, że w ten sposób udaje nam się utrzymać jakiś ład, wyobraźmy sobie bowiem, że wszyscy uczniowie posiadający majętnych rodziców będą się uczyć wyłącznie w szkołach prywatnych – byłoby to wspieranie rozwoju arogancji, pychy tworzenie trwałego podziału ze względu na status.

 

  1. Jakie są największe wady systemu. Co włoski nauczyciel zmieniłby w systemie, w którym pracuje? Co jest najsłabszym ogniwem? Co według nauczyciela można by ulepszyć?

Niestety wad w naszym systemie jest więcej niż zalet – wynika to z faktu, iż jest on systemem tradycyjnym, a każdy system, który zamyka się na zmiany zachodzące w otoczeniu, technologię i postęp jest aktualnie źródłem problemów.

 

Najważniejsze wady systemu:

szkoły są bardzo teoretyczne,

stwarzają atmosferę rywalizacji,

nie wspierają aktywności fizycznej uczniów,

nie kładą nacisku na przebywanie na świeżym powietrzu – praktycznie całe dnie uczniowie spędzają w budynku szkoły,  łącznie z przerwami,

oprzyrządowanie technologiczne nie jest rozpatrywane jako narzędzia edukacyjne,

ściąganie i oszustwa na egzaminach czy w przypadku prac domowych nie są traktowane poważnie, nauczyciele lekceważą problem,

odnotowujemy bardzo niski poziom nauczania języka angielskiego, wynikiem tego uczniowie mający środki na zajęcia prywatne uczą się języków poza szkołą, z kolei ci, których nie stać na takie wydatki pozostawiani są ze znikomą znajomością języka obcego,

zadawane jest stanowczo zbyt wiele prac domowych, dzieci praktycznie nie mają czasu wolnego,

uczniowie nie są decyzyjni, ich słowa mają znaczenie dopiero na etapie liceum,

brak wsparcia dla uczniów z talentami czy o wyższym poziomie inteligencji,

z każdym rokiem przybywa biurokracji,

rodzice są coraz bardziej agresywni w swoich żądaniach i wymaganiach…

 

To tylko kilka z najbardziej oczywistych i rzucających się w oczy problemów, z którymi borykają się uczniowie i nauczyciele. System włoski zdaje się pomijać ich potrzeby. Zbudowany jest w przekonaniu, że czasy się nie zmieniają, a skoro coś działało 100 lat temu to na pewno spełnia swoją rolę również teraz.

 

 

  1. Czy we Włoszech dzieciaki są przeciążane ilością egzaminów jak w Polsce, czy może nie ma ich zbyt wielu jak na przykład w Finlandii czy Szwecji?

Egzaminy są, choć nie jest to największą zmorą systemu.  Myślę, że tym co sprawia, że egzaminy tak jak i nauczanie jakie ma miejsce we włoskich szkołach, że edukacja jest męką i sprawia trudność jest bezcelowość i brak użyteczności w prawdziwym życiu. Tak jak wspomniałam, Włosi są teoretykami, co więcej, większość przedmiotów wykładana jest u nas w kontekście historycznym. Oczywiście są treści, przy których ma to sens, jednak fakt, że dzieci są w stanie powiedzieć kto rządził Rzymem w V w. p. n. e., a nie wiedzą jak w rzeczywistości wygląda metr kwadratowy, sprawia że musimy się zastanowić nad zmianami. Egzaminy powinny być stosowane wyłącznie w celu otrzymania informacji zwrotnej oraz sprawdzenia, czy metody, które stosujemy jako nauczyciele przynoszą efekty, nie zaś jako element nauczania.

 

  1. Włochy są krajem katolickim – jak religia wpływa na system szkolny?

Osobiście uważam, że nauczanie jednej religii w szkole powinno być zabronione – nie miałabym nic przeciwko kursom światopoglądowym, poszerzającym horyzonty, dotyczącym wszystkich religii świata, ale taka indoktrynacja jaka jest prowadzona we Włoszech powinna być zabroniona. Religia katolicka nie jest jednak przedmiotem obowiązkowym, decyzję o uczestnictwie podejmują rodzice. Zdarza się tak, że na zajęcia uczęszcza cała klasa ale i bywają sytuacje, gdy rodzice 95% uczniów rezygnują z takich lekcji. W większości szkół przedmiot ten przypada raz w tygodniu, w szkołach katolickich oczywiście częstotliwość i ilość godzin może być różna.

………………………………………………………..* * *

Szczerze mówiąc, wnioski z tej części rozmowy były dla mnie zaskakujące. Oczywiście wiedziałam, że system edukacyjny we Włoszech jest bardzo tradycyjny jednak nie sądziłam, że w ojczyźnie takich odkryć jak szkolnictwo z regionu Reggio Emilia czy wyżej wspomniane szkoły Montessori nie korzysta się z umiejętności i pomysłów rdzennych myślicieli. A Wy jakie macie przemyślenia po przeczytaniu pierwszej części wywiadu? Czy coś Was zaskoczyło? Czekam na Wasze komentarze!