Zaczynamy wspólną przygodę edukacyjno-wychowawczą

0
533

Ten tydzień był wyjątkowy pod wieloma względami. Współpraca, która dla mnie rozpoczęła się już pod koniec kwietnia, osiągnęła poziom rzeczywistości. Wiele założeń, planów i marzeń, miało szansę przybrać fizyczną formę i sprawić, że widzimy jak ważna jest taka inicjatywa. Kooperatywa Ponad Horyzont i Educational Eden wyruszyła na szerokie wody.

Nie jestem w stanie uspokoić emocji, przestać przeżywać niektórych momentów po kilkanaście razy. Czuję dumę, która sprawia, że bez przerwy się uśmiecham – nawet gdy jestem tak zmęczona, że nie mam siły zjeść kolacji;)).
Jednak realizacja własnych założeń nie byłaby możliwa, gdyby nie determinacja rodziców uczniów łączonej klasy 1. Jestem pod tak ogromnym wrażeniem ich zaangażowania i podejścia, że chłonę każdą możliwą rozmowę, uczę się, obserwuję, nieustannie poddaję ich działania refleksji. To co stworzyli dla własnych dzieci, w trosce o ich dobro, zrównoważony i harmonijny rozwój, w poszanowaniu ich podmiotowości i prawa głosu ma możliwość zmienić rzeczywistość i podnieść jakość edukacji. Co więcej, subiektywnie, uważam, że niezwykle umiejętnie pokażą innym, że rodzice mogą angażować się w proces edukacji własnych dzieci, dokształcać się, zdobywać nowe kompetencje, szukać nowych rozwiązań – wszystko aby wychować wartościowego młodego człowieka.

Kończąc słowo wstępu, jak już na pewno mogliście wywnioskować – jestem zachwycona. Pierwszy tydzień był niezwykle emocjonalny, wymagający, wyczerpujący, ważny. Choć jeszcze przez chwilę nie będę obiektywna, będę widzieć świat w różowych barwach i cieszyć się bardziej niż zwykle, postaram się opisać poprzednie 5 dni pracy jak najbardziej rzeczowo i bez zbędnej egzaltacji.

ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO
Tego dnia zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie przygody edukacyjnej bez zbędnej pompy, bez galowego stroju, a przede wszystkim, nie opierając się na schemacie typu: „przychodzimy, słuchamy ważnych ludzi kiedy mówią o zakończeniu tego co dobre (czytaj wakacje), a rozpoczęciu ciężkiej pracy (czytaj nauki), godzinka na sprawy organizacyjne i do domu – aby jeszcze przez jedno popołudnie nacieszyć się wolnością”. Ponieważ sama nie mogłam znieść tego rodzaju uroczystości, obiecałam sobie kiedyś, że będę ich unikać jak ognia. Postawiliśmy na budowanie wspólnoty, tworzenie relacji. W czasie kiedy rodzice szykowali poczęstunek, zaangażowałam nowo poznaną grupę w znalezienie najlepszego miejsca na piknik, wspólne przeniesienie ciężkiego i dużego „koco-dywanu” (nie możemy się zdecydować czym jest owo cudo) oraz ustawienie talerzy i przekąsek. Kolejnym zadaniem było zaangażowanie czwórki dzieci w oprowadzanie reszty po terenie szkolnym (znali go już wcześniej), poprosiłam, aby pokazali im wszystko jak przewodnicy wycieczek, opowiadając o skrytkach i najciekawszych według nich miejscach. Proste, a jakie efektywne. Podczas godzinnej pogawędki z rodzicami, przedstawialiśmy się podając w jaki sposób chcemy aby się do nas zwracano (wiem, że niektórzy wolą „Pan/Pani”, inni „ciocia/wujek”, jeszcze inni po imieniu) oraz co lubimy – nic tak bowiem nie łączy grupy jak wspólna miłość do owoców, podróży i zabawy. Aktywność była stworzona jako daleka krewna metody, o której często wspominam: „Herbatka z nieznajomym”.

Po pikniku, rodzice pojechali do domów (lub w świat), a uczniowie mieli możliwość zapoznać się z nową placówką. Wspólnie decydowaliśmy gdzie postawimy kwiaty, przyniesione gry i książki, omówiliśmy wybory, które podjęli („dlaczego przyniosłaś/eś właśnie tę książkę?”), spokojnie, bez harmonogramu poznawaliśmy się.

Ponieważ wiem jakie to ekscytujące dla dzieci, usiedliśmy w ławkach i spróbowaliśmy „pracować jak pierwszoklasiści”. Ustaliliśmy podstawowe zasady naszej współpracy, porozmawialiśmy o ich oczekiwaniach i marzeniach związanych ze szkołą.

Spędziliśmy dużo czasu na rozmowach w kręgu, ustalaniu naszego sygnału rozpoczęcia takiego rytuału i w jaki sposób będę prosić o ich uwagę, większość aktywności miała miejsce na świeżym powietrzu.

Po 14:00 poprosiłam całą grupę, aby oprowadzili mnie po terenie szkoły. Ponieważ rano mieli czas na to aby się z nim zapoznać, wszyscy chętnie pokazywali mi co już zobaczyli i co im się najbardziej spodobało.

Dzieciaki nie chciały wracać do domu ;).

DZIEŃ DRUGI

Emocje wciąż górowały, zatem zaplanowałam dzień zabaw i gier, wspólnych aktywności, które mogłabym obserwować robiąc notatki z zakresu predesypozycji, mocnych i słabych stron, zainteresowań. Na tym będę bazować tworząc zindywidualizowane plany nauczania.

Wykorzystałam sprzyjające warunki i zaproponowałam uczniom „poszukiwanie skarbów” – plac zabaw, na który próbowaliśmy się dostać był zamknięty z każdej strony i musieliśmy poszukać kluczy. Dzieciaki pytały różne osoby jak znaleźć klucz, przez 30 minut chodziliśmy z miejsca w miejsce otrzymując wskazówki i podpowiedzi. Kiedy otrzymaliśmy klucze okazało się, że żaden z nich nie pasował ani do kłódek ani do zamków przy 3 różnych wejściach. Obserwowałam poziom cierpliwości i determinacji u każdego ucznia, zauważyłam liderów i wewnętrznie ustalone warunki współpracy. Bezcenna lekcja dla wychowawcy.

Po tym jak dostaliśmy się na teren placu zabaw dzieci miały czas na swobodną zabawę, a ja poradzeniem sobie z pierwszą trudną sytuacją – jedna z uczennic nie chciała brać udziału w zabawach i płakała bezgłośnie, wydawała się być bardzo smutna i przestraszona. Porozmawiałyśmy, zapytałam inną dziewczynkę czy chciałaby sprawdzać jak czuje się jej koleżanka i  czy chciałaby podjąć próbę znalezienia zabawy/aktywności, na którą ta, być może miała by ochotę. Przez chwilę grały w kółko i krzyżyk na piasku i pokazywały sobie nawzajem jakie literki potrafią napisać na piasku patykiem. Do końca dnia starałam się mieć na uwadze samopoczucie uczennicy i starałam się nie narzucać jej aktywności, na które nie miała ochoty. Jak się później okazało, zachowanie to było symptomem przeziębienia.

Zanim wróciliśmy poprosiłam moją grupę o sprawdzenie terenu placu zabaw i znalezienie śmieci, które moglibyśmy wyrzucić do kosza na śmieci (zauważyłam przy furtce plastikową butelkę). Ponieważ jest to teren zamknięty, najczęściej dostępny tylko dla uczniów okolicznego przedszkola nie obawiałam się, że dzieci mogą znaleźć niebezpieczne przedmioty, uprzedziłam jednak, że gdy znajdą coś zrobionego ze szkła, powinni zawołać mnie i ja zabiorę to do śmieci.

Tego dnia wylosowaliśmy również dwójki do drużyny alarmowej na kolejne 5 tygodniu, zrobiliśmy listę, omówiliśmy zadania takiej drużyny. Tak natychmiastowej reakcji na powołanie do obowiązków, samodzielności i odpowiedzialności za realizację zadań nie mogłabym sobie nawet wyobrazić. Dzieciaki zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

Wykonaliśmy autoportrety (metodą dowolną), na których miały się również znaleść elementy rzeczywistości, które ich definiują („to ja w górach, bo kocham po nich chodzić”).

Ostatnimi zajęciami tego dnia były warsztaty zoologiczne. Dzieci poznały zwierzęta, uczyły się czym można je karmić oraz jak o nie dbać. Myślę, że tego dnia rodzice musieli wysłuchać wielu opisów i historii:).

DZIEŃ TRZECI

Pierwsze poranne spotkanie w bibliotece, wprowadzenie do bostońskiego czytania, wspólna lektura. Nauczono nas jak korzystać ze zbiorów biblioteki, jak zadbać o przestrzeń oraz jak zachowywać się w takim miejscu. Ogrom możliwości na chwilę ich przytłoczył ale szybko poradzili sobie z podjęciem decyzji. Zastosowali się do wszystkich wytycznych, choć sytuacja była nowa, nie mieli problemu z akceptacją poszczególnych wytycznych.

Wspólne czytanie zaczęliśmy od rozmowy w kręgu. Zorientowałam się co dzieci wiedzą o wojnie, czy wiedzą kiedy się zaczęła i że ostatnio obchodziliśmy rocznicę jej wybuchu. Zdecydowałam się na przeczytanie książki „Asiunia” autorstwa Joanny Papuzińskiej, uważam bowiem, że jest ważna – ale nie chciałam jej nadawać zbyt dużego znaczenia w oczach dzieci. Połączyłam tematykę z projektem z zakresu „czynienia dobra” i oddziaływania dobrych uczynków. Podczas gdy ja czytałam, uczniowie, w trójkach, uważnie obserwowali ilustracje w swoich egzemplarzach oraz pilnowali aby razem ze mną przerzucać strony – być na bieżąco. Czasem zadawali pytania, komentowali, wyciągali wnioski z odczytanych fragmentów. Po zakończeniu lektury przeprowadziliśmy rozmowę i poddaliśmy się refleksji.

Na koniec naszej wizyty w bibliotece zjedliśmy wspólne II śniadanie i rozmawialiśmy o tym o czym chcieliby poczytać lub dowiedzieć się więcej w kolejnych tygodniach.

Od biblioteki naszą placówkę dzieli 1,5 km, po drodze zatrzymaliśmy się w parku by poszukać skarbów i pospacerować po zadbanych uliczkach.

Już w szkolnej sali, prowadziliśmy rozmowy o dobrych uczynkach. Uczniowie mieli za zadanie stworzyć plakaty, na których zamieścili listę gestów i dobrych uczynków, które wykonają w ciągu najbliższego tygodnia. Umówiliśmy się, że omówią te pomysły z rodzicami i zaangażują ich w swoje działania.

Kolejny raz omawialiśmy plan tygodnia, przygotowywałam moich uczniów do dnia języka angielskiego (prowadzę zajęcia w cyklu dziennym stworzone na bazie metody immersion).

DZIEŃ CZWARTY

Każdy dzień zaczynamy od porannych rytuałów – w czwartek omówiliśmy je dokładnie i zanalizowaliśmy ich przeznaczenie.

W ramach nawiązywania współpracy zespołowej (grupową już mamy na wysokim poziomie) poprosiłam uczniów o stworzenie mapy terenu naszej szkoły. Wykorzystałam tę aktywność z kilku względów:

„Diagnoza i obserwacja. Kończymy pierwszy tydzień, poznajemy się, uczymy się współpracy, ustalamy zasady. Ja obserwuję i zapisuję wnioski, które mają posłużyć udoskonalaniu autorskiego programu nauczania.

W celu sprawdzenia umiejętności matematycznych policzyliśmy rzędy grządek i ilość typów roślin, warzyw i owoców rosnących na poletkach.

Sprawdziliśmy również jak się ma znajomość liter i cyfr – umiejętność czytania i pisania poprzez zapisywanie poszczególnych nazw i numerów rządków na mapach oraz czytanie tabliczek z nazwami roślin.

Żeby ocenić jakie zakresy wiedzy ogólnej i przyrodniczej zostały zrealizowane na poprzednim etapie edukacyjnym, nazywaliśmy obserwowane rośliny, rysowaliśmy ich owoce, staraliśmy się określić ich smak i zapach.

Aby zobaczyć na jakim poziomie moje dzieciaki posługują się kierunkami, orientują się w terenie i w schemacie własnego ciała – stworzyliśmy mapę ogrodu.

W pracy towarzyszyły nam wolność, samodzielność i współpraca z rówieśnikami. Potem ewaluacja pracy i refleksje.

I mimo, że wynik działań nas nie zadowolił (mapy są niedokładne) wiemy co możemy zrobić lepiej i ustaliliśmy, że w przyszłym tygodniu postaramy się wykonać zadanie jeszcze lepiej.”

Treść postu zamieszczonego na EDUCATIONAL EDEN NA FACEBOOKU.

 

W czwartek uczniowie zakończyli dzień warsztatami botanicznymi.

DZIEŃ PIĄTY – immersion

Mnóstwo było obaw, widziałam, że niektóre dzieci są przestraszone i nie chcą wejść do budynku. Poprosiłam rodziców o wytłumaczenie, iż mamy w grupie chłopca, który będzie pomagał tłumaczyć moje słowa i podczas pierwszych prób skupię się głównie na przyjemnych aktywnościach. Chciałabym, aby zanim zaczną, płynnie lub mniej, mówić w języku angielskim, nabrały pewności siebie, rozumiały i nie bały się wyzwań. Uprzedziłam, że tego dnia dzieci mogą wrócić do domów sfrustrowane, zniechęcone. Może okazać się, że takie warunki są dla nich na początku przytłaczające. Znam jednak specyfikę metody i z pełną świadomością staram się unikać takich emocji i odczuć. Nauka poprzez zabawę, mimochodem i rozbudzanie ciekawości przyświecają moim działaniom, zatem nie chciałabym zaprzepaścić całego procesu pozostawiając uczniów w stresie.

 

Tego dnia uczniowie mieli również zajęcia z jazdy konnej, dlatego podczas pierwszych dwóch godzin liczba uczniów w klasie uwarunkowana jest ustalonym systemem zmian.

Przeczytaliśmy książkę, omówiliśmy jej treść, stworzyliśmy rysunki w odpowiedzi na zadane przez autorów pytanie. Ogromną pomocą podczas całego dnia był nasz dwujęzyczny uczeń – myślę, że gdyby nie on, zajęcia wyglądałyby zupełnie inaczej.
Uczniowie byli w dobrych humorach, chętnie brali udział w zaproponowanych aktywnościach. Bardzo mnie cieszyło, że w obliczu faktu „że tego dnia nie mówię po polsku i ich nie rozumiem” powstała między nimi zupełnie nowa więź, żartowali między sobą, jednoczyli się by mnie testować (sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić, jakie są konsekwencje pewnych zachowań itd).

Po obiedzie poszliśmy odwiedzić dzieci z okolicznego przedszkola, przez godzinę, uczniowie mogli bawić się na tamtejszym placu zabaw i nawiązywać nowe/wzmacniać wcześniej stworzone więzi. Na koniec dnia, to jeden z rodziców zajął się uczniami i oczekiwał z nimi na przyjazd rodziców.

 

W naszej inicjatywie, rodzice stworzyli przestrzeń do tego, aby prowadzić popołudniowe zajęcia/warsztaty z dziećmi, być częścią ich procesu uczenia się.

 

Każdego dnia uczniowie muszą wykazać się samodzielnością  i odpowiedzialnością, umiejętnością współpracy i refleksyjnością (poranne rytuały, drużyny alarmowe, wychodzenie po obiad, sprzątanie po posiłkach, zmywanie, suszenie i odstawianie naczyń, sprzątanie sal – dydaktycznej i relaksacyjnej, ustalanie planu dnia). W programie bazujemy na sojuszu metod, jednak głównymi filarami planowanych działań, są dla nas filary planu daltońskiego.

Uh! Tylko 5 dni, a tyle wrażeń, nowych doświadczeń, emocji, uśmiechu i strachu (nie wiem czy bardziej bałam się ja, dzieci czy rodzice:)). Mam nadzieję, że pierwszy tydzień naszej wspólnej przygody wzbudził w dzieciach ciekawość.

Resztę wypracujemy z czasem.