O wpływie szkolnictwa na czytelnictwo słów kilka

7
755
W polskim szkolnictwie od wielu lat lista lektur jest tematem do dyskusji i sporów. W tym roku znalazłam gdzieś informację, że licealiści są przerażeni siedmioma obowiązkowymi pozycjami rocznie. I nie ma się co dziwić skoro w Polsce czytanie kojarzy się wyłącznie z nakazem i odgórnym wyborem. Statystyki również pokazują, że raczej rzadko sięga się po książki niezwiązane ze szkołą, uczelnią czy pracą. A przecież pewne mechanizmy dotyczące czytania wynosimy już z przedszkola czy szkoły podstawowej. Ogromną rolę w procesie wprowadzania czytania z przyjemnością mają też rodzice, ale jest to temat do dłuższych rozważań. Dziś przedstawię Wam sposoby zachęcania do sięgania po książki, które stosuje się w Holandii i Finlandii. 


Brak obowiązkowych lektur…


Photo by Annie Spratt on Unsplash


Holandia:

Każdy dzień rozpoczyna się kilkoma rytuałami, jednym z nich jest półgodzinne czytanie. Uczniowie mają biblioteki szkolne, w których od klasy 4 pełnią dyżury. Każda grupa ma zeszyt, w którym odnotowuje się kto i jaką książkę pożyczył. Dzieci pilnują siebie nawzajem, pomagają sobie w wyborze lektur, udzielają pomocy młodszym rocznikom. Brak tutaj lektur obowiązkowych, każdy ma prawo czytać co chce – komiksy, powieści, dokumenty, gazety, reportaże, streszczenia, w języku holenderskim lub obcym. Uczniowie do czytania mogą wybrać dowolne miejsce w szkole, choć większość po prostu siada przy swoim biurku. Część z nich słuchawki wygłuszające hałas. Każdy czyta w swoim tempie, nie ma terminów i omawiania, brak też testów sprawdzających, nauczyciele nie rozliczają podopiecznych z ilości czy jakości przeczytanych pozycji. Bywają za to lekcje, podczas których można przedyskutować swoje wątpliwości czy przemyślenia. W efekcie uczeń czyta tu około 15-20 książek rocznie. Nauczyciele polecają swoim uczniom różne książki na podstawie ich zainteresowań czy próbując trafić w ich gusta.








Czasem uczniowie w Holandii przedstawiają swoje wnioski w formie gazetki szkolnej, plakatu lub mapy myśli.

Finlandia:


Uczniowie mają kilka godzin miesięcznie na czytanie książek w czasie zajęć szkolnych jednak w większości czytają w domu. Co miesiąc (lub częściej, zależnie od grupy) uczniowie wraz z nauczycielem udają się do biblioteki miejskiej, w której mają około godziny na poszukanie pozycji dla siebie, oddanie poprzednich oraz zabawę (w bibliotece w Turku istnieje wiele możliwości dla dzieci i młodzieży na spędzanie wolnego czasu, jest tam też również przestrzeń z kanapami, na których od razu można zatopić się w lekturę. Uczniowie (przynajmniej ci z klas immersion, uczący się w języku szwedzkim) bardzo często sięgają po książki w obcym języku (szwedzkim i angielskim).Tak jak w Holandii nie ocenia się tutaj jakości i ilości przeczytanych książek, nauczyciel jednak zachęca do znalezienia więcej czasu na lekturę, jeśli uczeń nie czyta wcale lub niewiele.

Moje wnioski:


Doceniam fakt, że poprzez określenie listy lektur mamy wpływ na to jakie lekcje wyciągną nasi uczniowie z czytanej książki. Czego się nauczą i jakie postawy wypracują w dużej mierze zależy od tego przez jakie wzorce zostaną otoczeni, a jak wiemy, książka to bardzo silne narzędzie mające wpływ na dzieci i młodzież. Dodatkowo omawiając lektury wprowadzamy czynnik oceny zachowań postaci czy autorów, wypracowujemy krytyczne myślenie i analizę moralności czy etyki.Kolejnym ważnym punktem jest możliwość przeprowadzenia tematów w grupie, kształtowanie postaw i wniosków związanych z jednym zagadnieniem u wielu uczniów na raz.

Jednak faktem jest, że dzieci nie lubią być zmuszane do czytania – sama pamiętam jaką katorgą było czytanie kolejnych dwudziestu stron każdego wieczora, inaczej w weekend zamiast wyjść z koleżankami musiałam nadrabiać zaległości.

Druga strona medalu jest taka, że we wprowadzaniu lektur obowiązkowych zapominamy o indywidualizmie, zainteresowaniach i predyspozycjach uczniów. Nie ma nic gorszego niż zabieranie książek dzieciom przez nauczyciela “bo nie są związane ze szkołą”. Fantastyka, thrillery, baśnie, bajki, dramaty – mnóstwo moich książek lądowało w biurkach nauczycieli przedmiotowych, czekając na odbiór rodziców. Zatem według mnie, w Polsce zapomina się o drobnym fakcie – czytanie to nie tylko umiejętność przydatna w procesie edukacji czy do zdobycia pracy, ale także sposób na relaks, znalezienie istotnych dla nas informacji, możliwość komunikacji. Dlatego zachęćmy czasem do przeczytania książki zupełnie niezwiązanej z lekcją języka polskiego, zapytajmy i faktycznie zainteresujmy się tym co nasi uczniowie czytali ostatnio. 


Znajdźmy sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym :).


Aktualizacja:

W poprzednim tygodniu szkoła, w której odbywałam staż, ogłosiła konkurs na swojej stronie facebook’owej. Rodzice uczniów zostali poproszeni o wysłanie zdjęć swoich pociech czytających podczas wakacji – nauczyciele zdecydują, które zdjęcie jest najciekawsze, a osoba na zdjęciu dostanie w prezencie kartę podarunkową z pobliskiej księgarni. To jedna z metod stosowanych w Holandii do zachęcenia dzieci i młodzieży do czytania. Moim zdaniem – strzał w dziesiątkę!